Domy, które nosimy w sobie. O wystawie „Dom dzienny, dom nocny” w MOCAK-u
Nie pamiętam już wszystkich obrazów. Nie potrafiłbym dziś, po kilkunastu tygodniach, odtworzyć kolejności sal, przypomnieć sobie dokładnego układu ścian ani wskazać miejsca, w którym rozpoczęła się moja wędrówka przez wystawę „Dom dzienny, dom nocny” w krakowskim MOCAK-u. Pamiętam jednak coś znacznie ważniejszego. Pamiętam uczucie oraz ten szczególny rodzaj ciszy, który pojawia się często podczas obcowania z prawdziwą Sztuką. Ciszy nie wynikającej z braku dźwięków, ale z obecności czegoś większego niż słowa. Czegoś, co zatrzymuje człowieka w pół kroku i sprawia, że przez moment zaczyna patrzeć na świat inaczej.

Dodaj komentarz
Komentarze
Z przyjemnością czyta się Twoje teksty. Lekkie pióro, interesująca interpretacja. Na pewno zostanę stałą czytelniczką. Pozdrawiam serdecznie.😊