Wakacyjna ekspozycja „Pablo Picasso i inni – kubizm”, prezentowana w Muzeum Fabryki w łódzkiej Manufakturze, okazała się nie tylko spotkaniem z nazwiskiem Picassa. Przez chwilę odbywałem podróż w czasie do momentu, w którym Sztuka odważyła się powiedzieć światu, że rzeczywistość nie musi wyglądać tak, jak widzą to oczy.
Muzeum Fabryki od lat fascynuje niezwykłym połączeniem historii przemysłowej Łodzi z nowoczesnym sposobem opowiadania o przeszłości i buduje do tego odpowiedni nastrój. Dawne imperium Izraela Poznańskiego, które kiedyś tętniło stukotem krosien i pracą tysięcy robotników, dziś stało się przestrzenią dialogu między Historią a Kulturą. Trudno o bardziej symboliczne miejsce dla opowieści o kubizmie. W końcu i fabryka, i awangarda były dziećmi tej samej epoki – czasu gwałtownego przyspieszenia, technologicznych odkryć i przekonania, że świat właśnie zmienia swoje oblicze.
Wejście na trzecie piętro postindustrialnej przestrzeni za każdym razem wywołuje szczególne emocje. Surowe ściany, industrialny charakter wnętrza, cisza, która zastępuje dawny hałas maszyn, tworzą niezwykłe tło dla dzieł artystów XX wieku. Miałem wrażenie, że stal, cegła i beton doskonale rozumieją również język kubizmu. Tutaj nic nie rozprasza. Nie ma nadmiaru dekoracji ani teatralnych efektów. Jest za to przestrzeń, światło i... Sztuka.
Na ekspozycji znalazło się zaledwie dwadzieścia dziewięć prac. Ktoś mógłby powiedzieć niewiele. Jednak już po kilku minutach wiadomo było, że liczba eksponatów nie ma najmniejszego znaczenia. Każda z grafik i każdy rysunek wymagały zatrzymania się. Nie można ich oglądać w biegu, jak kolejnych atrakcji turystycznych, gdyż domagały się cierpliwości i nakazywały wracać wzrokiem, zmieniać punkt obserwacji i prowadzić cichy dialog z własną wyobraźnią.
Naturalnie największym magnesem wystawy pozostaje Pablo Picasso. Nazwisko, które zna niemal każdy, niezależnie od tego, czy interesuje się historią Sztuki. Paradoks polega jednak na tym, że Picasso jest jednocześnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej niezrozumianych Artystów świata. Ilu ludzi mówi z uśmiechem: „To przecież namalowałby każdy”? A ilu naprawdę próbowało zrozumieć, dlaczego twarz nagle ma dwoje oczu po różnych stronach głowy, dlaczego nos przestaje być nosem, a staje się linią, płaszczyzną, znakiem?
Spacerując między pracami z kolekcji „Fifteen Drawings”, obejmującej lata 1904–1937, można obserwować dojrzewanie artystycznego języka Picassa. To fascynujące doświadczenie. W tych rysunkach nie chodzi o efektowność. Nie chodzi o popis technicznej sprawności - wręcz przeciwnie. Wiele z nich wydaje się niezwykle oszczędnych. Kilka kresek, kilka zdecydowanych linii, a mimo to powstaje pełna emocji postać. Picasso pokazał, że wielka Sztuka często zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba imponowania.
Szczególne wrażenie robią prace „Un Éventail” z 1962 roku. Widać w nich już ogromne doświadczenie Artysty, który przez całe życie nie przestawał eksperymentować. Picasso nigdy nie traktował własnych osiągnięć jako celu ostatecznego. Był nieustannym odkrywcą. Każdy kolejny etap jego twórczości był próbą zadania nowych pytań i właśnie to wydaje się najcenniejszą lekcją tej wystawy – po raz kolejny okazuje się, że Sztuka nie istnieje po to, aby dawać gotowe odpowiedzi. Sztuka istnieje po to, aby komplikować naszą pewność siebie.
Ogromnym zaskoczeniem okazała się dla mnie obecność Wifreda Lama. Artysta, który niezwykle twórczo połączył europejską awangardę z afrokubańską duchowością, wnosi do ekspozycji zupełnie inny rodzaj energii. Jego „Postać kobieca” wydaje się jednocześnie człowiekiem, symbolem, maską i mitem. W tej jednej pracy spotykają się różne kontynenty, religie i tradycje. Lam pokazuje, że kubizm nie był zamkniętym rozdziałem historii Sztuki, lecz punktem wyjścia do dalszych poszukiwań.
Bardzo cieszy obecność polskich twórców – Leszka Rózgi oraz Stefana Krygiera. Dzięki nim wystawa przestaje być jedynie opowieścią o wielkich nazwiskach światowej Sztuki. Pokazuje, że idee kubizmu żyły również w Polsce i inspirowały kolejne pokolenia artystów. Szczególnie Krygier wydaje się niezwykle interesującym partnerem dialogu z Picassem. Jego geometryczne kompozycje, intelektualna dyscyplina formy oraz fascynacja konstrukcją obrazu przypominają, że awangarda nigdy nie była jedynie estetyką. Była sposobem myślenia.
W pewnym momencie przestałem już analizować poszczególne dzieła. Zacząłem natomiast obserwować ludzi. To chyba najciekawsza część każdej wystawy. Jedni przechodzili szybko, szukając przede wszystkim podpisu z nazwiskiem Picassa. Inni zatrzymywali się na długo, próbując odczytać ukryte znaczenia. Widziałem dzieci, które intuicyjnie odnajdywały w zdeformowanych twarzach własne skojarzenia, starszych ludzi, którzy z lekkim uśmiechem przyznawali, że być może dopiero teraz zaczynają choć trochę rozumieć kubizm. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że ta wystawa nie opowiada wyłącznie o obrazach i życiu. Opowiada o patrzeniu!
Organizatorzy bardzo trafnie przywołują słowa wybitnego historyka sztuki Mieczysława Porębskiego, który porównywał znaczenie kubizmu dla świadomości wizualnej do rewolucji, jaką w nauce przyniosły nowa matematyka, fizyka i logika. Trudno o lepsze porównanie. Początek XX wieku był przecież czasem, gdy Albert Einstein podważył klasyczne rozumienie czasu i przestrzeni, fizyka odkrywała świat atomów, matematyka przekraczała granice dotychczasowego myślenia, a filozofia coraz odważniej kwestionowała oczywistości. Artyści robili dokładnie to samo. Rozbierali rzeczywistość na części, aby złożyć ją na nowo.
Kubizm nie próbował wiernie kopiować świata. Chciał go zrozumieć, a to zasadnicza różnica. Nie interesował go wygląd przedmiotu, lecz jego istota. Jak pokazać człowieka nie tylko z jednej strony, ale jednocześnie z wielu punktów widzenia? Jak przedstawić ruch na nieruchomym obrazie? Jak opowiedzieć o czasie za pomocą przestrzeni? Te pytania pozostają aktualne również dziś, w epoce sztucznej inteligencji, rzeczywistości wirtualnej i cyfrowych obrazów.
Spacerując po wystawie, miałem nieodparte wrażenie, że kubizm jest zaskakująco współczesny. Dzisiejszy człowiek również ogląda świat z wielu perspektyw jednocześnie. Przeskakuje między ekranami, informacjami, obrazami, wspomnieniami. Żyjemy w rzeczywistości poszatkowanej, wielowarstwowej i niejednoznacznej. Picasso przewidział ten sposób patrzenia ponad sto lat temu. To właśnie dlatego ta niewielka ekspozycja ma tak dużą siłę oddziaływania. Nie próbuje przytłoczyć liczbą eksponatów, nie epatuje spektakularnością, a proponuje coś znacznie trudniejszego – chwilę skupienia. Zachęca, aby zwolnić, aby spojrzeć drugi raz i aby przestać wierzyć, że pierwsze wrażenie zawsze jest prawdziwe.
Opuszczałem Muzeum Fabryki z poczuciem, że zobaczyłem nie tylko interesującą wystawę, lecz przede wszystkim niezwykle inteligentnie opowiedzianą historię o narodzinach nowoczesnego "widzenia", oglądania, patrzenia. Historię, która zaczyna się od kilku pozornie prostych grafik, a kończy pytaniem o to, jak naprawdę postrzegamy świat i czy w ogóle potrafimy go zobaczyć w całym jego bogactwie.
To jedna z tych ekspozycji, która w świecie pełnym obrazów przypomina, że samo patrzenie jest już Sztuką. A Sztuka – jeśli jest naprawdę wielka – nie kończy się na ścianach galerii. Wraca z nami do domu i jeszcze długo uczy nas dostrzegać to, co wcześniej pozostawało niewidoczne.
@ak
Pozdrawiam Niezwykłym Sposobem Opowiadania o Historii
Rock'n'RollinArt Lives
Dodaj komentarz
Komentarze