"Byłam żoną Boba Marleya" - Teatr KTO
Kilkanaście miesięcy temu pojechałem do Krakowa właściwie z dwóch powodów. Pierwszy był prosty i bardzo osobisty — od lat słucham Boba Marleya. Nie tylko tych najbardziej znanych utworów, które świat zamienił w pocztówki z Jamajki i symbole popkulturowego buntu, ale także tej melancholii ukrytej pod rytmem reggae, tego dziwnego połączenia ciepła i smutku, jakie noszą w sobie jego piosenki. Drugi powód był równie ważny — Kocham Teatr. Kocham ten moment, kiedy gasną światła i człowiek przez chwilę może uwierzyć, że cudze życie stanie się lustrem dla jego własnych pytań.

Dodaj komentarz
Komentarze