"Egzysta". Spacer w przestrzeni niepokoju oraz emocjonalnych napięć i pytań

Opublikowano w 20 sierpnia 2026 13:01

Katarzyna Zawada – młoda Artystka Sztuk Wizualnych, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, zapraszała "fanów" malarstwa na wystawę „Egzysta” w Tichauer Art Gallery w Tychach i już samym tytułem zapowiadała, że łatwych odpowiedzi tutaj nie znajdziemy.
Zanim jednak spojrzałem na pierwsze płótna i grafiki, przeczytałem tekst kuratorski. Pojawiały się w nim słowa: egzystencja, cielesność, trauma, sacrum, profanum, deformacja, ból, doświadczenie. Wystarczyło kilka zdań, aby zrozumieć, że nie będzie to spacer po świecie harmonijnych pejzaży ani spotkanie z malarstwem dekoracyjnym. Zapowiadała się raczej podróż przez przestrzeń niepokoju, emocjonalnych napięć i pytań, na które będę musiał odpowiedzieć sobie sam.

I właśnie w tym miejscu muszę zdobyć się na szczerość.
Nie czuję się kompetentny, aby oceniać tego rodzaju Sztukę. Nie jestem historykiem współczesnego malarstwa ani krytykiem specjalizującym się w ekspresjonizmie. Jestem przede wszystkim odbiorcą, który lubi, kiedy obraz opowiada historię, zachwyca światłem, prowadzi wzrok po kompozycji albo pozwala zatrzymać się przy pięknie lub brzydocie świata. Twórczość Katarzyny Zawady idzie zupełnie inną drogą. Nie chciała mnie zachwycić. Nie chciała uspokajać i nie chciała być wygodną w odbiorze.
To Sztuka, która stawiła mi opór.

Pierwsze prace nie tyle zapraszały do oglądania, ile zmuszały od razu do konfrontacji. Intensywne czerwienie, czernie, agresywne błękity i zielenie, gwałtowne pociągnięcia pędzla, zdeformowane sylwetki, twarze bardziej przypominające maski niż portrety. Niełatwo było odnaleźć tu punkt zaczepienia. Oko szukało harmonii, a znajdowało napięcie. Szukało piękna, a trafiało na ból. Szukało odpowiedzi, a otrzymało kolejne pytania.
Przez dłuższą chwilę próbowałem zrozumieć własne emocje.
Czy te obrazy mnie poruszają?
Tak.
Czy mi się podobają?
Na to pytanie nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć.
Być może właśnie o to chodzi.

Odniosłem wrażenie, że „Egzysta” nie została stworzona po to, aby widz wychodził z galerii z przekonaniem, że zobaczył coś pięknego. To była raczej próba zapisania stanów psychicznych, doświadczeń granicznych, lęków i cierpienia za pomocą koloru oraz deformacji. To język emocji, którego nie da się przełożyć na klasyczne kategorie estetyczne.
Katarzyna Zawada świadomie odwołuje się do tradycji ekspresjonizmu. Silny gest malarski, gwałtowne kontrasty i świadoma rezygnacja z realistycznego przedstawiania świata sprawiają, że obrazy bardziej się odczuwa, niż ogląda. Są zapisem wewnętrznych przeżyć. Nie próbują opowiadać rzeczywistości taką, jaka jest, lecz taką, jaka bywa przeżywana.

Szczególne miejsce na wystawie zajmowały grafiki wykonane w technice sitodruku podczas studiów Artystki na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. To właśnie one wydawały mi się nieco bardziej uporządkowane formalnie, choć również pozostawały wierne ekspresyjnej estetyce całego projektu.
Cykl „Ecce Homo”, inspirowany scenami pasyjnymi Nowego Testamentu, nie ilustrował wydarzeń biblijnych w dosłowny sposób. Motywy religijne stały się tutaj uniwersalnym symbolem cierpienia, odrzucenia, samotności i próby. Nie trzeba być człowiekiem wierzącym, aby dostrzec, że cierpienie przedstawione przez Artystkę nie należy wyłącznie do jednej religii ani jednej epoki. To doświadczenie wpisane w ludzkie życie od zawsze.

Interesująco wypadał również cykl poświęcony relacjom cielesnym. Ciało nie jest tutaj idealizowane ani estetyzowane. Wręcz przeciwnie – zostaje rozbite na biologiczne formy, napięcia mięśni, fragmenty, które bardziej sugerują niż pokazują. Ciało staje się przestrzenią konfliktu, pamięci i emocji.
Jeszcze trudniejsze w odbiorze są „Piekielne zmory”. Inspiracje Boschem i Goyą są wyraźnie obecne, choć przefiltrowane przez współczesną wyobraźnię. Demony, fantasmagoryczne postaci i dziwne hybrydy nie przypominają stworzeń z horrorów. Są raczej metaforą lęków, które każdy nosi w sobie. Niektóre z tych prac oglądałem długo, próbując znaleźć ich sens. Inne odrzucały mnie niemal natychmiast. Nie wiem, czy to dobrze, ale wiem, że pozostawiały ślad.

Podobnie działał cykl „Twarze i maski”. Z pozoru są to portrety, jednak po chwili okazało się, że twarze rozpadają się na fragmenty, zacierają swoją tożsamość, przestają być konkretnymi osobami. Maska staje się twarzą, a twarz maską. Człowiek ukrywa samego siebie nawet przed sobą.
To bardzo współczesna refleksja.
Żyjemy przecież w świecie, w którym niemal codziennie zakładamy różne maski. Jedne przeznaczone są dla rodziny, inne dla współpracowników, jeszcze inne dla mediów społecznościowych. Być może właśnie dlatego ten cykl wydał mi się najbardziej komunikatywny spośród wszystkich prezentowanych prac.

Spacerując po galerii, obserwowałem także innych odwiedzających. Jedni długo dyskutowali przed obrazami. Inni przechodzili szybko, jakby nie potrafili znaleźć wspólnego języka z tą sztuką. Jeszcze inni wracali do wybranych prac po raz drugi lub trzeci. To również jest wartością tej wystawy. Nie pozostawia obojętnym.
Czy łatwo się ją ogląda?
Nie.
Czy jest przyjemna?
Raczej nie.
Czy daje satysfakcję estetyczną?
Nie w klasycznym rozumieniu tego słowa.
Ale może właśnie dlatego jest ważna.
W czasach, gdy tak wiele obrazów powstaje wyłącznie po to, aby dobrze wyglądać na ekranie telefonu, Katarzyna Zawada proponuje coś zupełnie odwrotnego. Nie zabiega o natychmiastową sympatię widza. Nie tworzy dzieł łatwych ani dekoracyjnych. Zmusza do zatrzymania się, do niewygodnych pytań i do konfrontacji z własną wrażliwością.

Opuszczałem galerię z mieszanymi uczuciami. Nadal nie potrafię powiedzieć, że pokochałem ten rodzaj malarstwa. Nadal bliżej mi do sztuki narracyjnej, figuratywnej, do obrazów opowiadających świat bardziej dosłownie. „Egzysta” przypomnia o tym, że nie każda wystawa ma nas zachwycać i nie każda musi być piękna. Nie każda również powinna czy musi pozostawiać widza w poczuciu estetycznego komfortu. Niektóre powstają po to, aby nas wytrącić z równowagi. Aby przypomnieć, że Sztuka może być także zapisem bólu, niepokoju i pytań, na które nie istnieją proste odpowiedzi.
„Egzysta” Katarzyny Zawady właśnie do takich wystaw należy. Nie jest łatwa. Nie próbuje się przypodobać i nie ułatwia odbiorcy zadania, ale jednocześnie dowodzi, że młode pokolenie polskich Artystów nie boi się podejmować tematów najtrudniejszych – cierpienia, tożsamości, cielesności i duchowości. Nawet jeśli nie opuszczamy galerii z poczuciem zachwytu, wychodzimy z niej bogatsi o doświadczenie spotkania ze Sztuką, która odważnie mówi własnym językiem i nie szuka kompromisów.

@ak

Pozdrawiam Niewygodną Konfrontacją ze Sztuką

Rock'n'RollinArt Lives

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.