Z pogranicza rzeczywistości i fantazji - wizyta w Ochorowiczówce

Opublikowano w 29 sierpnia 2026 10:35

Do tej pory do Wisły przyjeżdżałem zazwyczaj dla górskich szlaków, drewnianych zabudowań i tego charakterystycznego beskidzkiego powietrza. Tym razem miałem inny cel. Chciałem odwiedzić po raz drugi miejsce, które na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco niepasujące do turystycznego obrazu Wisły. Zamiast kolejnego punktu widokowego, kawiarni czy spaceru po deptaku wybrałem dom, w którym rzeczywistość od kilku lat miesza się z wyobraźnią.

Ochorowiczówka.

Trudno znaleźć drugie miejsce w najbliższym regionie, w którym historia nauki, literatury, eksperymentów psychologicznych, Sztuki i… magicznego realizmu spotykałyby się pod jednym dachem. Wchodząc do środka, miałem świadomość, że nie przychodzę do zwykłego muzeum. Przede mną znajdowała się kolekcja ponad trzystu prac współczesnych Artystów, reprezentujących przede wszystkim nurt realizmu magicznego. Zanim zacząłem przyglądać się obrazom, uderzyło mnie coś jeszcze: świadomość, że stoję w domu człowieka, który sam w pewnym sensie był postacią z pogranicza rzeczywistości i fantazji.

Julian Ochorowicz był jednym z tych ludzi, których biografia wydaje się wręcz nierealna. Psycholog, filozof, wynalazca, literat, publicysta, badacz, eksperymentator - polski Leonardo. Człowiek zainteresowany zarówno nauką, jak i zjawiskami, które dla wielu jego współczesnych znajdowały się gdzieś na granicy racjonalności. Był pierwszym docentem psychologii empirycznej na polskim uniwersytecie, współpracował we Francji z Charles'em Richet'em, Theodule'em Ribotem i Jeanem-Martinem Charcotem, spotykał się także z Marią Skłodowską-Curie. A później przyjechał do Wisły.
W 1899 roku rozpoczął tutaj działalność, która w dużym stopniu przyczyniła się do rozwoju miejscowości jako letniska. Budował wille, organizował przestrzeń dla przyjeżdżających gości, eksperymentował, prowadził badania. Ochorowiczówka była pierwszym murowanym domem w Wiśle. I właśnie tutaj zaczyna się jedna z tych historii, które szczególnie lubię.

Kiedy patrzę dzisiaj na obrazy pełne fantastycznych krajobrazów, unoszących się budowli, nierealnych konstrukcji, tajemniczych postaci i światów wyglądających jak sny, trudno nie pomyśleć o człowieku, który mieszkał w tym domu ponad sto lat temu i sam miał niezwykłą potrzebę zaglądania za kurtynę rzeczywistości. Ochorowicz interesował się między innymi hipnozą i zjawiskami mediumicznymi. Próbował je tłumaczyć naukowo, poszukując mechanizmów, które mogłyby wyjaśnić to, co wówczas wydawało się nadprzyrodzone. Czy mógł więc przewidzieć, że jego dom stanie się kiedyś miejscem ekspozycji Sztuki, która również nieustannie przekracza granicę między tym, co realne, a tym, co wyobrażone? Tego oczywiście nie wiem, ale lubię tę ironię historii.

Losy samej Ochorowiczówki były znacznie mniej fantastyczne niż obrazy, które można w niej oglądać. Po II wojnie światowej budynek przejęło miasto i urządzono w nim mieszkania komunalne. Z czasem obiekt popadał w ruinę. W 2014 roku na poddaszu wybuchł pożar. Rok później pojawił się pomysł utworzenia tutaj Muzeum Magicznego Realizmu. Rozpoczął się remont i przywracanie budynkowi jego dawnego charakteru. Muzeum otwarto w 2017 roku, dokładnie w setną rocznicę śmierci Ochorowicza.
Lubię takie miejsca również dlatego, że nie są jedynie magazynami dzieł Sztuki. Mają własną pamięć, a obraz wiszący na ścianie jest oczywiście ważny, ale równie ważna staje się przestrzeń, w której go oglądam. A tutaj przestrzeń opowiada własną historię.

Kiedy wszedłem wreszcie pomiędzy obrazy, poczułem coś, co przy zwiedzaniu muzeów Sztuki zdarza mi się stosunkowo często, ale za każdym razem ma inny smak. Najpierw pojawia się zachwyt, potem niedowierzanie, a następnie pytanie: „Jak to właściwie możliwe?”.
Magiczny realizm nie polega przecież wyłącznie na namalowaniu czegoś fantastycznego. Fantazja sama w sobie nie jest jeszcze magicznym realizmem. Najciekawsze jest właśnie to, że Artyści próbują przedstawić rzeczy niemożliwe tak, jakby były całkowicie naturalne.
Dom może unosić się nad ziemią, pociąg może przemierzać krajobraz rodem z marzenia sennego, człowiek może znaleźć się w świecie, którego prawa fizyki zostały zawieszone. A mimo to wszystko wygląda wiarygodnie, choć właśnie ta wiarygodność jest najbardziej niepokojąca. Patrzyłem na kolejne obrazy i coraz bardziej odnosiłem wrażenie, że Ochorowiczówka jest miejscem, w którym nie należy zbyt szybko szukać odpowiedzi. Tutaj trzeba pozwolić sobie na pytania.

Oczywiście nie mogłem przejść obojętnie obok prac Zdzisława Beksińskiego. Beksiński jest Artystą, którego trudno oglądać wyłącznie „estetycznie”. Jego obrazy niemal natychmiast uruchamiają emocje. Nawet wtedy, kiedy nie znamy tytułu dzieła i nie wiemy, co autor miał na myśli, coś zaczyna pracować w naszej wyobraźni. W Ochorowiczówce jego obecność ma dla mnie szczególną siłę. Kiedy wokół znajdują się obrazy innych twórców, widzę nagle, jak różnymi drogami można dojść do podobnego miejsca. Do przestrzeni pomiędzy snem i jawą.
Beksiński robi to poprzez mrok, deformację, pustkę, tajemnicę i atmosferę nieuchronnego końca. Nie potrzebuje dosłowności. Wystarczy fragment postaci, architektura przypominająca ruiny, niezwykła przestrzeń albo kolorystyka, która sprawia, że świat przestaje wyglądać jak świat, który znam. Właśnie za to go uwielbiam.

Rafał Olbiński działa na mnie zupełnie inaczej. Tutaj fantastyka jest często bardziej elegancka, wysmakowana, niemal poetycka. Jego obrazy potrafią być piękne już na pierwszy rzut oka, ale im dłużej się im przyglądam, tym bardziej zaczynam podejrzewać, że pod powierzchnią tej urody znajduje się jakaś zagadka. Być może dlatego to najbardziej mi się w jego twórczości podoba. Rafał Olbiński potrafi opowiedzieć coś niezwykłego poprzez metaforę, skojarzenie, grę proporcji czy zestawienie elementów, które w normalnym świecie nigdy nie powinny znaleźć się obok siebie. Jego obrazy są dla mnie trochę jak dobrze napisane opowiadania.

Jeśli miałbym wskazać Artystę, który szczególnie mocno uruchomił moją wyobraźnię podczas tej wizyty, byłby to Jarosław Jaśnikowski. Jego malarstwo jest dla mnie czymś w rodzaju architektury snu. Pojawiają się niezwykłe konstrukcje, maszyny, pociągi, miasta, statki, monumentalne budowle i fantastyczne pojazdy. Wszystko wydaje się niezwykle precyzyjne, niemal techniczne, a jednocześnie kompletnie niemożliwe. Właśnie ten paradoks najbardziej mnie fascynuje. Patrząc na jego obrazy, przez moment zaczynam wierzyć, że gdzieś naprawdę istnieje taki świat, w którym wystarczy znaleźć odpowiednią drogę. Może przejść przez niewidoczną bramę albo wsiąść do jednego z jego niezwykłych pociągów. I pojechać. Dokąd?
Nie wiem, ale właśnie dlatego chciałbym.

Bardzo ważne miejsce w tej kolekcji zajmuje również Jacek Yerka. Jego obrazy zawsze kojarzyły mi się z dziecięcą wyobraźnią, ale nie z dziecięcością rozumianą jako naiwność. To raczej wspomnienie czasów, kiedy świat nie był jeszcze dokładnie opisany. Kiedy stół mógł być statkiem. Dom mógł być zamkiem, las prowadzić do innego świata, a zwykły przedmiot mógł nagle uzyskać zupełnie inne znaczenie. Yerka bierze tę dziecięcą logikę i buduje z niej niezwykle precyzyjny, malarski świat. Oglądając jego prace, przypomniałem sobie, że wyobraźnia nie jest przeciwieństwem rzeczywistości. Czasami jest jej drugim dnem.

Kolejnym Artystą, przy którym zdecydowanie warto się zatrzymać, jest Tomasz Sętowski. Jego malarstwo jest monumentalne, fantastyczne, pełne architektonicznych konstrukcji i niezwykłych postaci. To świat, który wygląda trochę jak sen architekta, trochę jak baśń, a trochę jak wspomnienie cywilizacji, która nigdy nie istniała. Podoba mi się w jego pracach właśnie ta monumentalność. Mam wrażenie, że nie oglądam pojedynczego obrazu, ale patrzę na fragment większego uniwersum. Jakby za ramą znajdowała się dalsza część miasta, kolejne ulice, następne budowle i inni bohaterowie, których jeszcze nie zdążyłem poznać.

Marcin Kołpanowicz prowadzi mnie natomiast w jeszcze inną stronę. W jego pracach jest coś niezwykle filmowego. Mam wrażenie, że każdy obraz mógłby być kadrem z filmu. Czasami patrzę na taką scenę i od razu pojawia się pytanie: co wydarzyło się pięć minut wcześniej? I co wydarzy się za kolejne pięć? To jest dla mnie jeden z największych komplementów, jakie można powiedzieć o obrazie. Jeżeli obraz kończy się wraz z jego ramą, szybko o nim zapominam. Jeżeli natomiast zaczyna się poza ramą, zostaje ze mną na długo.

Interesujący jest także Jakub Różalski. Jego twórczość szczególnie mocno pokazuje, jak można mieszać historię z fantastyką. Pojawiają się charakterystyczne maszyny, żołnierze, wiejskie pejzaże, codzienność i elementy science fiction. To zestawienie jest niezwykle przewrotne, bo nagle obok wiejskiej chaty może stanąć gigantyczna maszyna. I nie wygląda to jak żart. Wygląda jak fragment alternatywnej historii. Zaczynam wtedy myśleć: a co, gdyby rzeczywiście tak wyglądał świat? To pytanie jest dla mnie esencją magicznego realizmu. Nie chodzi przecież o to, żeby uwierzyć w przedstawioną rzeczywistość, ale o to, żeby przez moment dopuścić możliwość, że mogłaby istnieć.

Nie mogłem też pozostać obojętny na twórczość Jacka Szynkarczuka, którego również bardzo lubię. Jego prace mają w sobie coś, co zatrzymuje wzrok nieco dłużej – jest w nich zarówno malarska wyobraźnia, jak i pewna tajemniczość, tak dobrze współbrzmiąca z atmosferą całej Ochorowiczówki. Patrzyłem na nie z przyjemnością, szukając kolejnych szczegółów i próbując odgadnąć, dokąd właściwie prowadzi mnie Artysta. 

Swoje miejsce w tej niezwykłej kolekcji mają również rzeźby Artura Szołdry. I tutaj zmienia się trochę sposób odbioru ekspozycji – nagle to, co dotąd oglądałem przede wszystkim na płaskiej powierzchni płótna, zaczyna wychodzić w przestrzeń. Rzeźby przyciągają uwagę formą, materią i swoją fizyczną obecnością. Można je oglądać z różnych stron, dostrzegając za każdym razem coś innego. Bardzo podobało mi się to przełamanie malarskiej dominacji, bo dzięki niemu wizyta w Ochorowiczówce staje się nie tylko podróżą przez światy wyobraźni, ale również spotkaniem z różnymi sposobami opowiadania o niej.

A jeszcze są prace Wojciecha Siudmaka, Roberta Heczko, Krzysztofa Heksela, Amfiri czy Jacka Opały!

W Ochorowiczówce można znaleźć także niezwykle interesujący zbiór prac graficznych Salvadora Dalego. Kolekcja obejmuje ponad sześćdziesiąt prac na papierze, w tym akwaforty, linoryty, cynkografie i staloryty; znajdują się wśród nich m.in. „Kuszenie św. Antoniego”, „Dworzec w Perpignan”, „Wenecja” czy „Odkrycie Ameryki – Sen Krzysztofa Kolumba”. I tutaj pojawia się kolejny interesujący paradoks. Przyjechałem do Wisły oglądać polski magiczny realizm, a dostałem również spotkanie z jednym z największych mistrzów europejskiej sztuki surrealistycznej.
Dali jest oczywiście innym zjawiskiem niż Beksiński, Sętowski, Olbiński czy Jaśnikowski, ale obecność jego prac dobrze pokazuje, że granice między tymi nurtami bywają płynne. Surrealizm otwiera drzwi, magiczny realizm przechodzi przez nie własną drogą.

Po obejrzeniu całej ekspozycji zacząłem się zastanawiać, który obraz zrobił na mnie największe wrażenie. Okazało się oczywiście, że nie potrafię odpowiedzieć jednym nazwiskiem. Beksiński, Olbiński. Oczywiście Jaśnikowski, Yerka, Sętowski, Kołpanowicz, Szynkarczuk czy Różalski. Każdy z nich prowadził mnie w inną stronę. Najbardziej jednakże zachwyciła mnie różnorodność tego świata. Magiczny realizm nie jest jednym stylem, ani jednym sposobem malowania. Może być mroczny, melancholijny, zabawny, monumentalny, poetycki. Może przypominać sen, koszmar, przywoływać dzieciństwo albo przenosić nas w przyszłość. Waśnie dlatego kolekcja w Ochorowiczówce nie nudzi. Jeden Artysta nie jest kopią drugiego, każdy ma swój język.

Pomyślałem także o ludziach, którzy przewijali się przez ten dom ponad sto lat temu. Władysław Reymont przebywał w Ochorowiczówce i właśnie tutaj miał całkowicie zmienić pierwszą część „Chłopów”. Według materiałów zgromadzonych w muzeum wcześniejszą wersję miał nawet zniszczyć i rozpocząć pracę od nowa. Bolesław Prus był przyjacielem Ochorowicza, a sam Ochorowicz stał się pierwowzorem Juliana Ochockiego z „Lalki”. Kiedy o tym pomyślałem, Ochorowiczówka przestała być dla mnie wyłącznie muzeum. W tym miejscu, ktoś mógł siedzieć przy biurku i pisać powieść, podczas gdy gospodarz kilka pomieszczeń dalej przeprowadzał eksperymenty psychologiczne albo zastanawiał się nad kolejnym wynalazkiem. To niezwykłe.

Jedna z ciekawostek dotyczących Ochorowicza zainteresowała mnie szczególnie. Przypisuje mu się teoretyczne podstawy działania telewizji, a podczas paryskiej Wystawy Elektryczności w 1885 roku jego urządzenie pozwoliło na transmisję dźwięku z Opery Paryskiej. Człowiek, którego nazwisko dzisiaj kojarzymy przede wszystkim z Wisłą i magicznym realizmem, należał do pionierów technologii, która później całkowicie zmieniła sposób, w jaki ludzie odbierają świat. I jest jeszcze jedna rzecz, która brzmi niemal jak scenariusz filmu. Ochorowicz miał przyczynić się do uratowania wieży Eiffla. Zainstalował na niej nadajnik telegrafu, którego możliwości komunikacyjne sprawiły, że wieża zyskała dodatkową wartość naukową i techniczną.

Patrzę więc na obrazy przedstawiające fantastyczne maszyny i myślę sobie: Ochorowicz chyba naprawdę trafił do właściwego domu. Ochorowiczówka jest zresztą sama w sobie trochę magiczna. Chyba nie potrzebowałaby tak naprawdę obrazów, żeby stworzyć atmosferę niezwykłości. Wystarczyłaby jej historia.

@ak

Pozdrawiam Snem na Jawie

Rock'n'RollinArt Lives

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.