Murcia

Opublikowano w 4 czerwca 2026 14:27

Przebywając w ALICANTE grzechem byłoby nie zobaczyć jakiś fajnych miejsc w najbliższej okolicy. Najpierw wybór padł na ELCHE, a potem na MURCJĘ. Zacznę od tej drugiej.

Ponieważ jestem wczesno-poranny o godzinie szóstej rano byłem już na dworcu kolejowym, na którym wypiłem pierwszą tego dnia kawę. Potem podróż trwająca 1,5 godziny.

Wysiadłem na Antigua Estación de Tren Murcia del Carmen, jeszcze lekko kołysany rytmem porannego pociągu. Remontowany dworzec przywitał mnie spokojem i "miękkim" światłem — takim południowym, które sprawia, że nawet beton wygląda łagodniej (pomimo sporego remontu dworca, nie odczułem żadnych utrudnień z tego tytułu).

MURCIA nie rzuca się na szyję od pierwszej chwili. Raczej mówi: chodź - powoli, mamy czas.

Zanim ruszyłem na zwiedzanie, zrobiłem to, co każdy szanujący się podróżnik powinien o tej porze dnia zrobić w Hiszpanii — zjadłem delikatne śniadanie. Mała kawiarnia niedaleko dworca, chrupiąca tostada z oliwą i pomidorem, sok pomarańczowy i druga kawa. Czarna, mocna, obiecująca, że dzień będzie dobry. Był.

Po śniadaniu pierwsze kroki skierowałem do Jardín de Floridablanca — ogrodu, który okazał się być oddechem ulgi po podróży. Palmy, stare drzewa i cieniste alejki sprawiają, że miasto nagle tutaj jeszcze bardziej zwalnia. Tu MURCIA pokazuje swoją zieloną duszę. Starsi panowie siedzą na ławkach, dzieci biegają, a ja łapię się na tym, że już przestałem się spieszyć.

Z ogrodu wyszedłem w stronę Puente de los Peligros, znanego też jako Puente Viejo. Most niebezpieczeństw. Nazwa brzmi dramatycznie, ale dziś grozi co najwyżej zakochaniem się w widoku rzeki Segury, pomimo, iż woda w niej nie jest najczystsza. Przechodząc dalej przez Puente Miguel Caballero, miałem wrażenie, że mosty w Murcji nie służą tylko do przechodzenia. One łączą rytm miasta z jego historią.

Przy rzece pojawia się Palacio Episcopal de Murcia (Palacio Episcopal de la Diócesis de Cartagena). Barokowy, elegancki, z fasadą, która ma jasny, wyraźny przekaz: tu mieszkała władza, ale taka w... dobrym guście. Budynek nie rzuca się ostro w oczy, raczej stoi z godnością i obserwuje miasto od wieków.

I nagle — Ona. Catedral de Santa María. Potężna, monumentalna, a jednocześnie pełna detali, które każą zatrzymać się na długo. Powstawała niemal czterysta lat, więc nic dziwnego, że gotyk spotyka się tu z renesansem, a barok dopowiada resztę historii. Zbudowana na miejscu dawnego meczetu, jest jak kamienna kronika MURCJI.

Jej niemal stu metrowa wieża góruje nad miastem — druga najwyższa w Hiszpanii po sewilskiej Giraldzie. Stałem pod nią z zadartą głową, czując się dokładnie tak, jak powinien czuć się człowiek wobec historii: mały, ale szczęśliwy, że może ją oglądać. W środku bogata ornamentyka, cisza i urna z sercem króla Alfonsa X Mądrego.

Kilka kroków dalej czekał na mnie Real Casino de Murcia — budynek, który jest architektonicznym rollercoasterem. Patio pompejańskie, angielska czytelnia, neobarokowy salon taneczny, neoarabski hol… Czułem się, jakbym co kilka minut zmieniał kraj, epokę i strój. To miejsce jest dowodem na to, że elity Murcji naprawdę lubiły rozmach.

Spacerując po starym mieście, mijałem eleganckie rezydencje z XVIII i XIX wieku — pamiątki po fortunach zbitych na handlu jedwabiem. Do dziś ulice i parki pełne są drzew morwowych, których liśćmi żywią się jedwabniki. Miasto pamięta, nawet jeśli nie zawsze o tym mówi.

A skoro już byłem w centrum, druga kawa była obowiązkowa. Inna kawiarnia, inny wystrój, inny aromat. Hiszpania ma tę cudowną cechę, że kawa nie jest tutaj tylko napojem. Jest pretekstem do siedzenia, patrzenia, po prostu - Do Bycia!

MURCIA to raj dla tych, którzy lubią muzea. W Museo Salzillo spotkałem się z twórczością Francisco Salzillo — barokowego mistrza, którego rzeźby niemal oddychają - są jak żywe. Figury z wielkotygodniowych procesji robią ogromne wrażenie, a szopka bożonarodzeniowa wykonana z ponad 550 drewnianych rzeźb jest jak mały świat zamknięty w jednym pomieszczeniu.

Zajrzałem też do Museo de Santa Clara, Museo Arqueológico de Murcia (MAM), Museo de la Ciudad oraz Museo de Bellas Artes. Każde inne, każde opowiadające fragmenty niesamowitych historii. Po drodze minąłem Palacio Almodóvar i zatrzymałem się przy Ficus Monumental, drzewie tak imponującym, że aż chce się je przeprosić za to, że człowiek żyje krócej.

Ale... może po kolei.

Museo de Santa Clara — miejsce, które łączy ciszę klasztornych murów z opowieścią o arabskiej przeszłości Murcji. Spacer po dawnym klasztorze klarysek był jak cofnięcie się w czasie o kilka warstw historii naraz. Pod stopami kamień pamiętający czasy muzułmańskich pałaców, nad głową sklepienia chrześcijańskiego klasztoru, a pomiędzy nimi delikatne światło, które sprawiało, że każdy eksponat wydawał się ważniejszy, niż jest w muzealnym katalogu. To nie było muzeum tylko do „zaliczenia”.

Potem Museo Arqueológico de Murcia (MAM), gdzie historia nagle przestała być romantyczna, a stała się konkretna i namacalna. Ceramika, monety, rzeźby i fragmenty dawnych cywilizacji układały się w opowieść o ludziach, którzy żyli tu na długo przed tym, zanim ktokolwiek pomyślał o katedrze czy kasynie. Lubię takie miejsca. Uświadamiają, że NASZE „TERAZ” JEST TYLKO CIENKĄ WARSTWĄ NA BARDZO STAREJ ZIEMI.

Museo de la Ciudad Murcia pokazało mi się od bardziej intymnej strony. To muzeum nie epatuje wielkością, za to świetnie tłumaczy, "kim" było to miasto kiedyś i "kim" jest dziś. Mapy, fotografie, makiety i przedmioty codziennego użytku sprawiły, że Murcia przestała być tylko pięknym tłem, a zaczęła przypominać żywy organizm — z historią, temperamentem i własnymi przyzwyczajeniami.

Z kolei Museo de Bellas Artes było jak spokojny oddech po trochę jednak intensywnym dniu. Malarstwo, rzeźba i sztuka sakralna pozwalały ponownie zatrzymać się i po prostu patrzeć. Bez pośpiechu i bez planu. Tak, jak lubię najbardziej. Sztuka w Murcji nie krzyczy — mówi niemal szeptem, ale bardzo wyraźnie.

W drodze powrotnej minąłem Palacio Almodóvar i zatrzymałem się przy Ficus Monumental. Jego konary rozkładały się szeroko - rzucały cień nie tylko na chodnik, ale i na moje... myśli. Patrząc na drzewo, miałem nieodparte wrażenie, że człowiek przy nim powinien zdjąć kapelusz… nawet jeśli go nie ma. Takie drzewa przypominają, że czas bywa bardzo cierpliwy. Sam Pałac - elegancki, dyskretny, jakby nie chciał przeszkadzać w rytmie miasta.

Na koniec mojej wędrówki spojrzałem jeszcze na Plaza de Toros de Murcia — arenę walk byków. Nawet jeśli korrida budzi kontrowersje, sama budowla jest ważnym elementem miejskiego krajobrazu i Kultury. Okrągła, monumentalna, milcząca, jakby czekała na czasy, które już minęły. Stałem przez chwilę, myśląc o tym, jak Kultura potrafi się zmieniać, a architektura zostaje jako świadek dawnych pasji, sporów i tradycji.

Dzień zakończyłem obiadokolacją — prostą, lokalną, pełną smaku. MURCIA karmi bez pośpiechu. A potem, lekko zmęczony, ale bardzo zadowolony, wróciłem na dworzec i pociągiem pojechałem z powrotem do Alicante, gdzie czekały hotel, prysznic, tequila i myśl: dobrze było tu być.

Dlaczego warto pojechać do Murcji?

MURCIA nie konkuruje z Barceloną ani Madrytem. Ona po prostu jest Sobą. Spokojna, zielona, pełna historii i światła. To kolejne hiszpańskie miasto dla tych, którzy lubią patrzeć, słuchać i nie muszą wszystkiego zaliczać w biegu. Kawa smakuje oczywiście wybornie, bo pije się ją jeszcze wolniej, a zabytki nie męczą — one powoli opowiadają swoje pasjonujące historie. Wydaje mi się , że to miejsce trochę niedocenione. MURCIA czeka na Was.

I ma czas.

@ak

Pozdrawiam Duszą Pełną Wrażeń.

Rock'n'RollinJourney Lives

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.