Poranek w Alicante był lekko zaspany, kiedy wychodziłem z hotelu w stronę dworca. Miasto dopiero przeciągało się po nocy. Kelnerzy jeszcze nie ustawiali krzeseł przed kawiarniami, ale mewy kłóciły się już o śniadanie, a słońce – jak rasowy Hiszpan – nie zamierzało się z niczym spieszyć. Było jednak wystarczająco ciepło, jak na grudzień. Wsiadłem do pociągu do ELCHE z poczuciem, że jadę na krótką, ale intensywną randkę z miastem, o którym mówi się: „Oaza”, choć żadnej Sahary w pobliżu nie uświadczysz.
Podróż trwała zaledwie chwilę – raptem 23 kilometry – a jednak miałem wrażenie, że przesuwam się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Z Alicante, miasta morza i światła, do ELCHE – miasta palm, cienia i historii zakorzenionej głęboko w ziemi, jak same palmy daktylowe.
Już pierwsze kroki po ELCHE sprawiają, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie wszedł do gigantycznego ogrodu botanicznego, który przez nieuwagę urbanistów został zabudowany miastem. Palmy są wszędzie. Naprawdę wszędzie. Rośnie ich tu mniej więcej tyle, ilu jest mieszkańców – około 200 tysięcy. Miałem wrażenie, że każda z nich ma swój charakter. Jedna wygląda jakby pozowała do folderu turystycznego, inna jakby miała gorszy dzień i potrzebowała kawy.
Największy w Europie gaj palmowy, El Palmeral de Elche, to dziedzictwo Maurów, którzy przybyli tu w VIII wieku i – jak to oni – zamiast tylko podbijać nowe tereny, zaczęli... myśleć. Stworzyli zaawansowany system irygacyjny, dzięki któremu pustynny krajobraz zamienił się w żyzną oazę daktyli, granatów i cytrusów. Co ciekawe, możliwe, że palmy rosły tu już wcześniej, sadzone przez Fenicjan, ale to Arabowie nadali temu miejscu sens, rytm i porządek. W 2000 roku cały ten Zielony Cud, zajmujący ponad 16 km², trafił na listę światowego dziedzictwa UNESCO i wcale się temu nie dziwię.
Spacer po najstarszej części miasta zaczynam wobec tego właśnie w Parque Municipal, który jest jak brama do Palmowego Świata. Przy wejściu stoi niewielki budynek w stylu arabskim – centrum informacyjne. Zatrzymuję się na chwilę, by obejrzeć projekcję o historii miasta, bo zawsze dobrze wiedzieć, gdzie się człowiek zapuścił. Potem zaglądam do Museo del Palmeral, gdzie dowiaduję się, że palmy w ELCHE to nie tylko dekoracja. One nadal "pracują". Dostarczają daktyli, a ich liście – osobno z palm żeńskich i męskich – służą do wyplatania tradycyjnych palm wielkanocnych. Te z ELCHE co roku wędrują do papieża, rodziny królewskiej i premiera Hiszpanii. Pomyślałem z lekką zazdrością, że moja palma wielkanocna z bazarku raczej nie ma takich koneksji.
Nieco dalej znajduje się Huerto del Cura – ogród, w którym czas zwalnia jeszcze bardziej. Tu rośnie słynna palma o siedmiu koronach, Palmera Imperial. Jej historia jest niemal baśniowa: w 1894 roku spacerowała tędy cesarzowa Sissi i to właśnie jej wizyta zainspirowała właścicieli do nadania drzewu cesarskiej nazwy. Przechadzając się wśród figowców, pomarańczy, cytryn i granatów, czuję zapach śródziemnomorskiej roślinności tak intensywny, że aż kręci w głowie. Do tego ogromne kaktusy – jakby ktoś postanowił sprawdzić, jak duży może urosnąć „zielony jeż”.
Z zieleni wchodzę w kamień. Palacio de Altamira, potężny i surowy. Przypomina, że ELCHE to nie tylko natura, ale też burzliwa historia. Pałac z końca XV wieku, wzniesiony na dawnych murach, był już niemal wszystkim: siedzibą możnych, fabryką, więzieniem. Dziś mieści się tu muzeum archeologiczne, które wciąga jak dobra opowieść – od prehistorii, przez Iberów, Rzymian, Wizygotów i Maurów, aż po czasy nowożytne. W jednej z wież przez pół roku gościła oryginalna Dama z Elche – tajemnicze kamienne popiersie arystokratki sprzed ponad dwóch tysięcy lat. Dziś jest tu kopia, ale i tak ma w sobie coś hipnotyzującego (oryginał znajduje się w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Madrycie).
Bazylika Najświętszej Marii Panny przyciąga wzrok intensywnie niebieskimi kopułami. Zbudowana na miejscu dawnego meczetu, jest jak symbol wszystkich warstw historii ELCHE. W środku barokowy przepych i spokój. Wchodzę na wieżę, skąd panorama miasta wygląda jak zielono-kamienna mozaika. W sierpniu odbywa się tu Misterium z Elche – średniowieczny dramat muzyczny, wpisany na listę UNESCO. Wyobrażam sobie te setki wolontariuszy, muzykę renesansu i baroku, śpiew po walencku i łacinie… i żałuję, że nie jestem tu latem.
Kilka kroków dalej Torre de la Calahorra – świadek dawnych murów miejskich – oraz arabskie łaźnie (Baños Árabes). Schodząc do podziemi, mam wrażenie, że zaraz spotkam mieszkańców średniowiecznego ELCHE, którzy przyszli tu porozmawiać, odpocząć i… pewnie ponarzekać na pogodę, bo Hiszpanie czasami narzekają nawet wtedy, gdy świeci słońce.
Ratusz przy Plaza de Baix zachwyca renesansową elegancją, a tuż obok wieża z zegarem, na którym dwie drewniane postacie – Miguel i Vincent – od XVIII wieku wybijają czas. Patrzę na nie z sympatią: pracują bez przerwy, nie biorą urlopu i jeszcze robią to z klasą.
Na koniec zaglądam do MACE – Muzeum Sztuki Współczesnej. Po tylu wiekach historii to jak łyk świeżego powietrza. Nowoczesne formy, odważne idee, kontrast z barokowym budynkiem – ELCHE pokazuje, że nie utknęło w przeszłości. A przebywanie wśród prac m.in. Antonio Miró czy Arcadio Blasco... po prostu Bajka.
Nie da się zwiedzać bez przerw. Były więc dwie kawy – obowiązkowe – i sangria, bo przecież byłem w Hiszpanii, a nie na delegacji służbowej. Na zakończenie dnia siadłem do obiadokolacji z tradycyjnym arroz con costra. Ryż zapiekany pod jajeczną „skorupką” smakuje doskonale.
Dlaczego warto pojechać do ELCHE?
ELCHE to miasto, które zaskakuje. Jest jednocześnie oazą i przemysłowym centrum, ogrodem i chaosem, historią i teraźniejszością. To miejsce, gdzie palmy rosną między blokami, a średniowieczne misterium wciąż żyje w sercach mieszkańców. Jednodniowa wycieczka wystarczy, by się zakochać, ale zdecydowanie za mało, by wszystko zobaczyć.
Ponieważ brakło czasu nie dałem rady zwiedzić Museo de la Fiesta i Convento de la Merced.
Wracałem wieczorem pociągiem do Alicante trochę zmęczony, ale szczęśliwy. Z głową pełną obrazów, zapachów i historii.
Warto tam pojechać raz jeszcze.
@ak
Pozdrawiam Dialogiem z Naturą i Historią.
Rock'n'RollinJourney Lives
Dodaj komentarz
Komentarze