Obiecałem tym razem coś z naszego "podwórka". Czwarty tom Opowieści Naszych Dni, a w nim pięć opowiadań Agnieszki Oknińskiej. Ujęła mnie przede wszystkim historia ukazana w „Małych gettach”. Opowiadanie nie epatuje wielką fabułą ani dramatyczną konstrukcją literacką. To opowieść cicha, a zarazem ciężka od doświadczeń; prosta w języku, lecz posiadająca głęboki sens. Jej prawdziwa siła polega na tym, że opowiada o życiu takim, jakie jest: niespójnym, pełnym sprzecznych pragnień, nadziei i kompromisów.
Na pierwszy rzut oka konstrukcja opowiadania jest prosta: trzy kobiety – Melek, Nasira i Anna – spotykają się w Berlinie. Pochodzą z różnych kultur: Turcji, Syrii i Polski. Ich dzieci chodzą do tej samej szkoły. Zaczynają rozmawiać i przez tą rozmowę stają się przyjaciółkami. Jednak już sam tytuł - „Małe getta” – sugeruje coś więcej niż tylko historię znajomości. Getto nie jest tu przestrzenią geograficzną. To raczej wewnętrzna przestrzeń ograniczenia: tradycji, lęków, rodzinnych oczekiwań, religii, patriarchalnych struktur, a czasem także własnych złudzeń. W tym sensie każda z bohaterek żyje w innym „małym getcie”.
Melek – między kulturą turecką a niemiecką rzeczywistością, między potrzebą miłości a traumą zależności.
Nasira – między racjonalnym kontraktem małżeńskim a niszczącą tęsknotą za uczuciem.
Anna – między polskim katolickim wzorcem rodziny a własnym pragnieniem wolności.
Berlin staje się miejscem przecięcia tych losów. Miasto, które w historii było podzielone murem, stało się przestrzenią spotkania ludzi zamkniętych w innych murach: kulturowych i emocjonalnych.
Najbardziej uderzającą cechą opowiadania jest jego realizm emocjonalny. Oknińska nie konstruuje wielkich dramatów literackich. Zamiast tego pokazuje sceny z życia: rozmowy przy herbacie, wspólne gotowanie, wizyty u przyjaciół, telefon od dziecka, które płacze. W tych drobnych epizodach kryje się prawdziwa tragedia.
Na przykład scena, w której Melek robi nadziewane liście winogron, kiedy jest zestresowana. To pozornie niewielki szczegół, ale literacko niezwykle znaczący. Jedzenie, podobnie jak w wielu tekstach o emigracji, staje się językiem pamięci i przetrwania. Smak potrawy jest jak most między światem utraconym a teraźniejszością. Pod tym względem opowiadanie przypomina niektóre fragmenty prozy Olgi Tokarczuk czy nawet codzienny realizm w powieściach Eleny Ferrante, gdzie dramat życia rozgrywa się nie w wielkich wydarzeniach, lecz w kuchni, sypialni, rozmowie między kobietami.
Jednym z najważniejszych tematów opowiadania jest miłość, a właściwie jej różne, często bolesne formy. U Melek miłość jest naiwna i tragiczna. Najpierw historia z Dżanalem i fikcyjnym małżeństwem, potem relacja z Moritzem. Jej pragnienie normalności jest tak silne, że prowadzi ją do powtarzania błędów. To bardzo ludzkie. Jak pisał Sigmund Freud, człowiek często nieświadomie powtarza traumatyczne schematy, próbując wreszcie doprowadzić je do szczęśliwego zakończenia.
Nasira reprezentuje inną formę miłości – miłość zduszoną przez rozsądek. Jej małżeństwo jest kontraktem, racjonalną konstrukcją społeczną. A jednak jedno spotkanie z Eymenem w Turcji burzy tę konstrukcję jak nagły sztorm. Tu można przypomnieć zdanie Sorena Kierkegaard'a, który pisał, że miłość jest wydarzeniem egzystencjalnym, czymś, co nagle wytrąca człowieka z uporządkowanego życia i stawia go przed wyborem.
Anna z kolei doświadcza miłości w najbardziej przyziemnej, brutalnej formie: jako narzędzia kontroli i władzy w małżeństwie.
W tej trójce widzę trzy możliwe losy kobiet:
kobieta, która wierzy w miłość,
kobieta, która ją tłumi,
kobieta, która próbuje się z niej wyzwolić.
W opowiadaniu pojawia się wielokrotnie religia, ale nigdy w sposób jednoznaczny. Melek modli się tylko w sytuacjach ostatecznych. Nasira szuka w modlitwie spokoju. Anna patrzy na religijność z dystansem. To bardzo ciekawy obraz. Pokazuje, że religia może być zarówno pocieszeniem, jak i narzędziem kontroli. W pewnym sensie Oknińska pokazuje tu coś, o czym pisał Michel Foucault: że systemy społeczne – w tym religijne – często działają poprzez subtelne mechanizmy dyscypliny i oczekiwań. Jednocześnie autorka nie ocenia. Raczej pokazuje, jak ludzie próbują się w tych systemach odnaleźć.
Najpiękniejszym elementem opowiadania jest kobiece "siostrzeństwo". Trzy kobiety z różnych kultur tworzą coś, co można nazwać wspólnotą doświadczenia. To nie jest wielka solidarność ideologiczna. To raczej codzienna pomoc: przytrzymanie ręki podczas ataku paniki, wspólne sprzątanie zniszczonej kuchni, wysłuchanie czyjejś historii. W prawdziwej przyjaźni najważniejsze są te najprostsze gesty.
W literaturze motyw takiej przyjaźni pojawia się choćby u Virgini Woolf, która uważała, że kobiety potrzebują własnej przestrzeni rozmowy i wsparcia. W „Małych gettach” ta przestrzeń powstaje spontanicznie: między herbatą, ciastkami i rozmową.
I na koniec styl opowiadania. Jest prosty, niemal reporterski. Oknińska nie używa skomplikowanych metafor ani eksperymentalnych form. Ale właśnie w tej prostocie tkwi jego siła. Autorka pisze tak, jakby ktoś siedział przy stole i opowiadał historię życia. Ten styl przypomina trochę literaturę świadectwa - opowieści, które mają przede wszystkim zachować pamięć doświadczeń. Czasem pojawiają się piękne obrazy, jak scena patrzenia na chmury i wybierania tej, która zaniosłaby bohaterki do domu. To jeden z najbardziej poetyckich momentów tekstu. Symbol tęsknoty za miejscem, którego już właściwie nie ma.
Ostatecznie „Małe getta” można czytać jako opowieść o poszukiwaniu siebie. Każda z bohaterek próbuje odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań:
kim jestem poza rolą żony i matki?
czy można zacząć życie od nowa?
czy wolność jest ważniejsza niż bezpieczeństwo?
Te pytania przypominają problemy, które analizował już Jean-Paul Sartre. Człowiek jest wolny, ale ta wolność bywa czasami przerażająca. Bohaterki Oknińskiej nie są bohaterkami heroicznymi. Nie dokonują wielkich rewolucji. Raczej powoli przesuwają granice swoich małych gett. I może właśnie dlatego ich historia wydaje się tak prawdziwa.
Reasumując: „Małe getta” to opowiadanie o emigracji, miłości, religii i przyjaźni, ale przede wszystkim o codziennym zmaganiu się z losem. Nie ma tu wielkich zwycięstw. Jest raczej coś bardziej realistycznego – próba przeżycia kolejnego dnia z godnością.
A najważniejsze przesłanie tekstu można chyba streścić tak:
Ludzie zamykają się w "małych gettach" zbudowanych z lęku, tradycji i oczekiwań, ale czasem wystarczy rozmowa, przyjaźń i odrobina odwagi, żeby w murze pojawiła się szczelina.
A przez tę szczelinę widać niebo, po którym powoli płyną chmury.
@ak
Pozdrawiam Odwagą Ucieczki z "Getta"
Rock'n'RollinLiterature Lives
Dodaj komentarz
Komentarze