Córka Magdalena zainspirowała mnie do podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami na temat jednego z największych Arcydzieł Literatury. Dużo rozmawiamy o moich inspiracjach. Dużo pyta, analizuje. Jestem z niej bardzo dumny, coraz częściej mnie zaskakuje, ale...do rzeczy. Było łatwo, bo wyciągnąłem mój stary zeszyt i troszeczkę tylko doszlifowałem to, co napisałem wiele, wiele lat temu.... To mój TOP 4.
"Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa - kolejna książka, która prowadziła mnie za rękę przez labirynt kontrastów i pytań o naturę człowieka.
Kiedy zanurzyłem się w świat wykreowany przez pisarza, miałem poczucie, że ponownie czytam nie tylko o sobie, ale o każdym z nas. To kolejna powieść, która pokazała mi, że dobro i zło nie są zewnętrznymi siłami, ale istnieją w ludzkim sercu — często splecione, czasem nierozróżnialne. Bułhakow nie tyle opowiada historię, ile otwiera drzwi. Drzwi do Moskwy lat 30., do starożytnej Jerozolimy, ale przede wszystkim do serca człowieka miotanego pomiędzy strachem a wolnością, miłością a rezygnacją, ironią a wiarą.
Najbardziej dotknęła mnie historia Mistrza. To symbol człowieka wrażliwego, zniszczonego przez świat. Reprezentuje każdego twórcę, każdego marzyciela, który odważy się wyjść poza obowiązującą narrację i zapłaci za to cenę. Czytając o nim, czułem, że Bułhakow mówi także o swoim własnym cierpieniu i o dławieniu wolności słowa.
Mistrz jawi mi się jako ktoś niezmiernie bliski — cichy człowiek zbyt wrażliwy, by nie cierpieć, zbyt dumny, by się sprzedać. Gdy czytałem o jego izolacji, o niszczeniu jego dzieła, czułem ból, ale i gorzki podziw: oto człowiek, który zapłacił cenę za prawdę. Ale czy naprawdę przegrał? Przecież ostatecznie otrzymał coś więcej niż sławę lub uznanie: otrzymał spokój. Wolność od świata, który go nie chciał.
Małgorzata natomiast przypomniała mi o sile miłości — tej prawdziwej, bezwarunkowej, która jest w stanie zejść do piekła i podjąć pakt z diabłem, by ocalić ukochaną osobę. Ta miłość jest odważna, czysta w swojej determinacji, nawet jeśli posługuje się mrocznymi narzędziami. Jej obecność jest dla mnie jak światło latarni w mroku. Kocha nie słowem, lecz czynem. W jej postaci odnalazłem coś, co nadaje znaczenie istnieniu: Miłość, która nie jest uczuciem, lecz Wyborem. Odważnym, nieodwracalnym. Ona nie pyta, czy warto. Ona wie. I idzie przez mrok, bo w niej samej jest światło wystarczające, by go rozproszyć.
Niektórzy wiedzą już, że uwielbiam bawić się metaforami, alegoriami, symbolami. Nie mogłem oprzeć się analizie tej historii właśnie poprzez ich pryzmat. W szczególności zaintrygowały mnie cztery historie.
Woland i jego świta czyli Zło jako narzędzie prawdy. Diabeł w osobie Wolanda nie jest tu istotą niszczącą, ale demaskującą. Jest ironicznym sędzią współczesnej hipokryzji. Woland jest enigmatyczny, nieprzenikniony. Nie jako wcielone zło, lecz jako ironiczna sprawiedliwość, która zamiast potępiać — demaskuje. On nie niszczy ludzi. To oni sami odsłaniają swoje prawdziwe oblicza w jego obecności. Woland to lustro, w którym odbija się nasza dwulicowość. Dzięki niemu zrozumiałem, że czasem to właśnie ci, których nazywamy „złymi”, najgłębiej rozumieją prawdę o ludzkiej naturze. Dla mnie to metafora mechanizmu karmicznego: Zło Obnaża Zło, aby przywrócić równowagę.
BAL U SZATANA - Świat jako Iluzja, jako Teatr Masek. MÓJ ULUBIONY FRAGMENT!!! Ludzie nie są tym, kim się wydają. Uczestnicy balu są nagrodzeni lub ukarani zgodnie ze swoimi życiowymi czynami, co jest tutaj symbolem moralnego rozliczenia. Bal u Szatana czyli spektakl ludzkich masek zdzieranych z twarzy jak skóra. Tej historii należy się osobny artykuł.
Mistrz i jego powieść o Piłacie. Kolejny kapitalny fragment. Jeden z najlepszych w historii literatury! Alegoria odpowiedzialności za Prawdę. Piłat, który boi się stanąć po stronie niewinności, to nic innego jak reprezentacja Tchórzostwa w obliczu autorytetu. Ten motyw uderzył mnie szczególnie — ile razy sami milczymy, bojąc się konsekwencji?
"Każdy z nas jest czasem Piłatem, gdy milczymy wobec niesprawiedliwości.”
Mistrz i Piłat — dwie postawy wobec prawdy: BEZKOMPROMISOWOŚĆ i KOMPROMIS TCHÓRZLIWY!
I ostatni - Moskwa lat 30. Kapitalna satyra na społeczeństwo pozbawione duchowości, rządzone przez materializm, konformizm i absurd. To nie tylko krytyka epoki sowieckiej. To komentarz ponadczasowy o ludzkości.
Dwa światy — Moskwa i Jerozolima — splatają się w alegorycznej spirali. Chyba dlatego rozdziały o Poncjuszu Piłacie wstrząsnęły mną szczególnie. Tu zło nie ma twarzy diabła, lecz Tchórza, który z obawy o własną pozycję pozwala ukrzyżować niewinność. Piłat to ostrzeżenie.
Iluż ich widuję każdego dnia!
No dobrze. Co ta powieść wobec tego przekazuje ogólnie Nam – Ludziom. Podsumuję pokrótce.
„Mistrz i Małgorzata” mówi przede wszystkim o Wolności — tej najgłębszej, duchowej. Nauczyła mnie, że:
po pierwsze - nawet w systemie kłamstwa można zachować wewnętrzną Prawdę,
po drugie - Miłość jest siłą większą niż ideologia,
po trzecie - Sztuka może zostać wyciszona, ale nigdy unicestwiona,
po czwarte - Każdy Człowiek, nawet Piłat, może znaleźć wybawienie, jeśli zdobędzie się na odwagę, by przyjąć Odpowiedzialność.
Najbardziej zapamiętałem przesłanie, że „...rękopisy nie płoną”. To zdanie stało się dla całego Świata symbolem tego, że prawda, idee i autentyczność ostatecznie przetrwają, choćby cały świat sprzysiągł się, by je zniszczyć.
"Rękopisy nie płoną" to triumf literatury nad represją. Prawdy nie da się unicestwić. Można ją zakopać, ale ona i tak wypuści pędy.
Powieść "Mistrz i Małgorzata", choć przesycona fantastyką, wydała mi się najbardziej realistycznym obrazem człowieka, jaki znam. Pokazała mi, że dobro nie zawsze jest łagodne, a zło nie zawsze krwiożercze; że czasem to, co straszne, bywa sprawiedliwe, a to, co oficjalnie nienaganne, bywa podłe. Ta książka wniosła we mnie coś trwałego: przekonanie, że człowiek nie powinien bać się żyć według WŁASNEJ PRAWDY, nawet jeśli świat chce go uciszyć. Nauczyła mnie, że ironia i fantazja mogą być sposobem na powiedzenie najbardziej bolesnych rzeczy o rzeczywistości.
Ta powieść przeorała mnie jak orka ziemię pozostawiając za sobą bruzdy, w których zaczęło kiełkować coś nowego.
I kiedy dziś myślę o „Mistrzu i Małgorzacie”, nie widzę tylko literackiego arcydzieła. Widzę Zwierciadło, w którym odbija się ludzkie sumienie. Widzę rękę Bułhakowa wyciągniętą ku przyszłości — być może i ku mnie. A przede wszystkim czuję wdzięczność za lekcję, którą otrzymałem:
że WARTO BYĆ WIERNYM SOBIE, NAWET JEŚLI ŚWIAT NA CHWILĘ STAJE SIĘ "ZIMNY".
Bo na końcu i tak przychodzi chwila, w której każdy z nas zostaje zapytany:
Czy był Mistrzem — czy Piłatem?
@ak
Pozdrawiam Wartościami Nieśmiertelnymi.
Rock'n'RollinLiterature Lives
Dodaj komentarz
Komentarze