Gore Vidal "Stworzenie świata" - wielka historyczna przygoda czy rozmowa o człowieku?

Opublikowano w 9 czerwca 2026 15:04

Po "Stworzeniu świata" autorstwa Gore Vidala spodziewałem się przede wszystkim wielkiej historycznej przygody. Wiedziałem, że Vidal potrafi pisać o przeszłości z rozmachem, że fascynuje go polityka, religia, narodziny imperiów i cywilizacji. Nie spodziewałem się jednak, że książka stanie się długą, hipnotyzującą rozmową o człowieku. O jego pysze, lęku, potrzebie wiary, o nieustannej chęci tłumaczenia świata nawet wtedy, gdy świat wymyka się wszelkim definicjom.

Książkę czyta się powoli. Nie dlatego, że jest trudna. Dlatego, że co kilka stron człowiek odkłada ją i zaczyna myśleć: o historii, religii, o własnym miejscu w czasie. O tym, jak bardzo wszystko, co dziś wydaje nam się trwałe, za tysiąc lat będzie tylko pyłem, przypisem, może legendą.

Vidal stworzył powieść niezwykłą — niby historyczną, a jednak głęboko współczesną. Jej narrator, Cyrus Spitama, perski arystokrata i dyplomata, przemierza świat starożytności niczym świadek narodzin cywilizacji. Spotyka królów, filozofów, kapłanów, obserwuje wojny, dwory i religie. Przechodzi przez Persję, Indie, Grecję, Chiny.

Książka nie opowiada historii jednego państwa. Opowiada historię ludzkiego umysłu. Miałem momentami wrażenie, że uczestniczę w czymś przypominającym sen albo wielką intelektualną podróż przez źródła ludzkiej świadomości. Vidal pokazuje bowiem świat jeszcze „przed dogmatem”, przed ostatecznym skostnieniem religii i ideologii. To czas, gdy filozofia, mit, polityka i duchowość mieszają się ze sobą nieustannie. Człowiek dopiero próbuje zrozumieć, czym jest dobro, czym jest dusza, władza i czy bogowie rzeczywiście istnieją.

Najbardziej fascynujące było dla mnie to, że Vidal nie napisał powieści religijnej ani antyreligijnej. Nie szydzi łatwo z wiary i nie oddaje jej bezkrytycznej czci. Zamiast tego zadaje pytania, które są stare jak świat.
Dlaczego człowiek potrzebuje bogów?
Czy religia jest próbą dotknięcia prawdy, czy raczej próbą oswojenia strachu?
Czy historia świata to rozwój ducha, czy jedynie ciąg kolejnych imperiów pożerających słabszych?
W tej książce ogromnie porusza mnie także perspektywa czasu. Pisarz pokazuje, jak kruche są wszystkie ludzkie pewniki. Potężne miasta stają się ruinami. Wielkie religie wypierają wcześniejsze wierzenia. Bohaterowie epoki okazują się zapomniani. Człowiek buduje swoje cywilizacje z przekonaniem o ich wieczności, a historia patrzy na to z chłodnym uśmiechem.

A jednak ta historia nie jest pesymistyczna. Wprost przeciwnie. Jest w niej ogromna czułość wobec ludzkiej ciekawości świata. Wobec ludzi, którzy podróżują, pytają, słuchają innych kultur, próbują zrozumieć obcych zamiast ich niszczyć. To chyba najbardziej współczesny wymiar tej powieści. W czasach, gdy wszystko próbuje się uprościć do sloganów i ideologicznych plemion, Vidal przypomina, że prawdziwa mądrość rodzi się z kontaktu z innością.
Czytając "Stworzenie świata" odniosłem wrażenie, że obcuję bardziej z filozoficznym lustrem niż z klasyczną powieścią historyczną. Każda rozmowa bohaterów wydaje się dotyczyć także nas. Naszych współczesnych obsesji, naszych religii politycznych, wiary w postęp i naszej potrzeby posiadania racji.
To również jedna z najlepiej napisanych książek o starożytności, jakie znam. Vidal nie tworzy muzeum. Jego świat oddycha. Pachnie kurzem dróg, winem, potem żołnierzy, dymem świątyń i bibliotek. Bohaterowie nie są pomnikami. Są żywi, pełni ironii, pychy, pożądania, lęku, inteligencji. Szczególnie zachwyca mnie sposób, w jaki autor opisuje spotkania kultur. Grecy patrzą na Persów z poczuciem wyższości, Persowie na Greków z pobłażaniem, Hindusi wydają się zanurzeni w metafizyce, Chińczycy w harmonii i porządku. A jednak każda z tych cywilizacji nosi w sobie zarówno wielkość, jak i ślepotę.

Wartość tej książki polega również na tym, że uczy pokory wobec historii. Dzisiaj bardzo łatwo ocenia się przeszłość z perspektywy współczesnej moralności. Vidal robi coś trudniejszego — próbuje zrozumieć ludzi dawnych epok od środka. Pokazuje, że człowiek od tysięcy lat pozostaje właściwie taki sam. Zmieniają się stroje, języki, granice imperiów. Ale ludzka ambicja, miłość, strach przed śmiercią i potrzeba sensu pozostają identyczne.
Dlatego właśnie uważam, że tę książkę powinien przeczytać każdy, kto interesuje się nie tylko historią, ale samym człowiekiem. To nie jest powieść „dla fanów starożytności”. To książka dla ludzi, którzy chcą spojrzeć szerzej. Dalej. Głębiej. Dla ludzi zmęczonych powierzchownością współczesności. Dla tych, którzy czują, że historia nie jest martwym zbiorem dat, lecz ogromnym organizmem pamięci. Dla tych, którzy rozumieją, że literatura może być nie tylko rozrywką, ale także formą duchowej podróży.

Po lekturze "Stworzenia świata" długo nie mogłem wrócić do innych książek o tematyce historycznej. Wszystko wydawało się mniejsze, prostsze, bardziej jednowymiarowe. Vidal przypomniał mi bowiem coś bardzo ważnego: prawdziwa literatura nie daje gotowych odpowiedzi. Ona poszerza świadomość. Uczy patrzeć na świat z większą pokorą oraz uczy wątpić mądrzej.

I może właśnie dlatego ta powieść jest dziś tak potrzebna.
Bo żyjemy w epoce ludzi przekonanych o własnej nieomylności, a "Stworzenie świata" przypomina, że każda cywilizacja przed nami myślała dokładnie to samo.
@ak

Pozdrawiam Hipnotyzującą Rozmową o Człowieku

Rock'n'RollinLiterature Lives

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.