Chcę podzielić się z Wami kolejną opinią o jednej z najlepszych powieści w Literaturze, tym razem francuskiej – "Stracone złudzenia" autorstwa Honoré de Balzac'a. Wróciłem do niej po raz drugi, po wielu latach. To kolejna historia, która mnie kiedyś kształtowała, a która po kolejnym spotkaniu odsłoniła nowe znaczenia. Czasem boleśniejsze niż lata temu. To książka z tych, które demaskują mechanizmy świata. I robi to z bezlitosną precyzją.
Balzac umieścił akcję częściowo na francuskiej prowincji, w Angouleme, a częściowo w Paryżu. Prowincja "oddycha" powoli, ciężko, duszno od plotek i ambicji tłumionych przez ciasne ramy konwenansu. Paryż natomiast pulsuje, obiecuje wszystko, jednak odbiera jeszcze więcej. To miasto złudzeń, w którym talent bez pieniędzy jest tylko ciekawostką, a moralność bywa luksusem. Niewielu może sobie na nią pozwolić.
Jedną z najważniejszych postaci jest Lucien Chardon, młody poeta, marzyciel, człowiek rozdarty między pragnieniem wielkości a własną słabością. Lucien ma w sobie talent i wrażliwość, ale też ogromną potrzebę uznania. Chce być kimś. Nie tylko pisać, lecz błyszczeć, zostać zauważonym, podziwianym. I właśnie ta potrzeba staje się jego najczulszym punktem. W Paryżu bardzo szybko odkrywa, że Literatura to nie tylko Sztuka, lecz także towar, a dziennikarstwo – które miało być przestrzenią wolności – jest polem bezwzględnych interesów. Jego rozterki są boleśnie aktualne: ile jestem w stanie poświęcić, by spełnić swoje marzenia? Czy sukces usprawiedliwia kompromisy?
Drugą postacią, która wywarła na mnie ogromne wrażenie, jest David Sechard. Cichy, pracowity drukarz, człowiek o umyśle wynalazcy i sercu idealisty. W przeciwieństwie do Luciena nie szuka blichtru. Marzy o udoskonaleniu technologii druku, o pracy uczciwej i sensownej. A jednak świat nie jest łaskawy ani dla marzycieli salonowych, ani dla tych warsztatowych. David doświadcza innego rodzaju presji: ekonomicznej, rodzinnej i społecznej. Jego dramat jest mniej spektakularny, ale równie przejmujący: to walka o godność w świecie, który premiuje spryt ponad uczciwość.
Nie sposób nie wspomnieć także o kobietach. Zwłaszcza o Louise de Bargeton, która uosabia romantyczne marzenie o awansie społecznym poprzez uczucie i protekcję. Jej relacja z Lucienem odsłania złudzenia obu stron: ona chce w nim widzieć wielkiego poetę, on w niej przepustkę do wyższych sfer. Balzac z niezwykłą przenikliwością pokazuje, jak często kochamy nie człowieka, lecz własne wyobrażenie o nim.
Najbardziej porusza w "Straconych złudzeniach" ich bezlitosna aktualność. Kiedy czytam fragmenty poświęcone paryskiemu dziennikarstwu, mam wrażenie, że Balzac nie opisuje XIX wieku, lecz naszą współczesność. Przefiltrowaną tylko przez atrament i drukarską prasę. Świat mediów, który pokazuje, to przestrzeń nieustannej gry interesów: RECENZJE PISANE NA ZAMÓWIENIE, OPINIE KUPOWANE i SPRZEDAWANE, reputacje budowane z rozmachem po to, by za chwilę zostać cynicznie zburzone. Słowo nie jest tu nośnikiem prawdy, lecz walutą. Talent nie gwarantuje uznania – gwarantuje je SIEĆ POWIĄZAŃ, UKŁADÓW i ZALEŻNOŚCI.
Zmieniły się narzędzia, przyspieszyło tempo, skrócił się czas reakcji, ale mechanizmy pozostały zdumiewająco podobne. Dziś zamiast felietonów w małych gazetach mamy portale, media społecznościowe, komentarze, które potrafią w ciągu jednej doby wynieść kogoś na piedestał albo bezlitośnie go ośmieszyć. Balzac pokazuje, że opinia publiczna bywa tworem sztucznym: sterowanym, podsycanym, manipulowanym. Jak bardzo to współczesne!
Wystarczy spojrzeć na kulturę „bycia widocznym”, na obsesję zasięgów, polubień, cytowań. Pogoń za rozpoznawalnością, presja bycia „kimś”, lęk przed przeciętnością. Czyż to nie są nasze dzisiejsze obsesje?
W powieści szczególnie przejmujące jest to, jak łatwo ideały ulegają erozji. Młody człowiek wchodzący do świata mediów wierzy, że będzie służył Sztuce, prawdzie, że jego słowo będzie miało wagę moralną. Tymczasem bardzo szybko odkrywa, że Słowo może być narzędziem zemsty, autopromocji, gry finansowej. To ta chwila pęknięcia – moment, w którym CZŁOWIEK UŚWIADAMIA SOBIE ROZDŹWIĘK MIĘDZY TYM, KIM CHCIAŁ BYĆ, a TYM, KIM SIĘ STAJE – JEST NAJBARDZIEJ BOLESNA. Myślę, że każdy z nas, niezależnie od zawodu, doświadcza czasami podobnego dysonansu. Świat wymusza kompromisy. Pytanie brzmi: jak daleko jesteśmy gotowi się posunąć?
A jednak ta powieść to nie tylko kronika moralnego rozkładu. To także opowieść o dojrzewaniu. Bolesnym, często upokarzającym, ale koniecznym. Dojrzewanie u Balzac'a nie polega na zdobyciu sukcesu ani nawet na porażce. Polega na utracie iluzji. A utrata złudzeń bywa pierwszym krokiem do prawdziwego poznania siebie. Tyle, że cena tej wiedzy jest wysoka. Trzeba zobaczyć własną małość, własną próżność, własną podatność na pochlebstwa. Trzeba przyznać, że marzenia nie zawsze były czyste, że czasem kryła się w nich pycha albo desperacka potrzeba uznania.
Balzac nie moralizuje wprost. Nie podaje gotowych recept, nie wskazuje jednoznacznie winnych. Zamiast tego stawia czytelnika przed lustrem i pyta: Jakie są twoje złudzenia?
Czy twoje ambicje wynikają z potrzeby tworzenia, czy z lęku przed niewidzialnością?
Czy twoja praca jest wyrazem pasji, czy raczej próbą udowodnienia światu swojej wartości?
Ile jesteś gotów zapłacić – w relacjach, w lojalności, w spokoju sumienia – aby osiągnąć to, o czym marzysz?
Gdy zamknąłem tę książkę, poczułem większą mieszankę smutku i podziwu niż 25 - 30 lat temu. Smutku, bo świat przedstawiony przez Balzac'a jest okrutnie realistyczny. Nie ma w nim taniej pociechy. Jest za to świadomość, że SYSTEM SPOŁECZNY i EKONOMICZNY POTRAFI ZMIELIĆ JEDNOSTKĘ, JEŚLI TA NIE POTRAFI ODNALEŹĆ W SOBIE STAŁEGO PUNKTU OPARCIA.
Podziwu, bo autor z chirurgiczną precyzją rozłożył na czynniki pierwsze mechanizmy ambicji, pieniędzy i władzy. Jego analiza jest chłodna, przenikliwa, a przy tym głęboko ludzka. Nie odbiera bohaterom współczucia, nawet gdy obnaża ich słabości.
I choć od publikacji minęły niemal dwa stulecia, powieść nie straciła nic ze swojej siły. Być może dlatego, że złudzenia – niezależnie od epoki – zawsze rodzą się w ludzkim sercu. Technologia się zmienia, systemy polityczne upadają i powstają na nowo, ale PRAGNIENIE UZNANIA, POTRZEBA MIŁOŚCI, LĘK PRZED ZAPOMNIENIEM POZOSTAJĄ NIEZMIENNE. Balzac rozumiał, że największym polem bitwy nie jest redakcja gazety ani salon literacki, lecz sumienie człowieka.
To książka o cenie marzeń i o odpowiedzialności za własne wybory. O tym, że talent to za mało, jeśli brakuje kręgosłupa moralnego. Że czystość intencji nie chroni przed światem, który nagradza spryt i elastyczność sumienia. I wreszcie o tym, że największe rozczarowania nie przychodzą wtedy, gdy świat nas zawodzi, lecz wtedy, gdy sami zdradzamy własne ideały. Bo UTRATA ZŁUDZEŃ BYWA BOLESNA, ALE UTRATA SAMEGO SIEBIE JEST TRAGEDIĄ ZNACZNIE GŁĘBSZĄ.
Na marginesie tej lektury nie sposób nie wspomnieć o filmowej adaptacji w reżyserii Xavier'a Giannoli. To obraz niezwykle sugestywny wizualnie, pełen przepychu, światła świec i dusznej atmosfery paryskich salonów, a zarazem brudu drukarni i bezwzględności redakcyjnych kuluarów. Film oddaje tempo moralnego poślizgu bohatera z intensywnością, która momentami bardzo boli.
Choć żadna adaptacja nie zastąpi psychologicznej głębi powieści Balzac'a, ta ekranizacja zaskakująco trafnie uchwyciła jej najważniejszy nerw: fascynację sukcesem i cenę, jaką trzeba za niego zapłacić. Oglądając film po lekturze, miałem wrażenie, że historia Luciena staje się jeszcze bardziej namacalna – bliższa współczesności, ostrzejsza, mniej odległa w czasie. To rzadki przypadek, gdy kino nie spłyca Literatury, lecz staje się jej przejmującym dopełnieniem.
@ak
"Wszystkie prawa natury mają podwójne działanie, w odwrotnym do siebie stosunku".
Pozdrawiam Moralnością Sztuki
Rock'n'RollinLiterature Lives
Dodaj komentarz
Komentarze