Chojnów

Opublikowano w 14 września 2026 16:31

Do Chojnowa przyjechałem ciężarówką, a więc byłem w pracy i nie było planów zwiedzać go. Los, a właściwie logistyka pewnej firmy, postanowił jednak zrobić mi mały prezent. Rano podjechałem na załadunek, wszystko wydawało się typowe dla życia kierowcy ciężarówki: podjechać, zameldować się, poczekać, załadować i ruszyć dalej. Taki jest rytm tej pracy. Człowiek przyzwyczaja się nawet do tego, że czas płynie według zegarka magazyniera, a nie własnego. Tym razem jednak po chwili okazało się, że załadunku tego dnia nie będzie. Firma zrobi go dopiero następnego dnia.
No cóż. Bywa i tak.

Dla kierowcy ciężarówki taka wiadomość może oznaczać dwie rzeczy. Pierwsza: „świetnie, będę miał cały dzień na odpoczynek”. Druga: „skoro mam cały dzień, to może jednak zobaczę, gdzie właściwie jestem?”. U mnie, rzecz jasna, zwyciężyła opcja druga. Ciężarówka została na firmowym parkingu, a ja postanowiłem sprawdzić, co ma do powiedzenia Chojnów.
Bardzo szybko okazało się, że całkiem sporo.

Miasto nie należy do tych, które wyskakują człowiekowi z przysłowiowej "lodówki" przy każdej rozmowie o turystyce. Nie jest Wrocławiem, Krakowem ani Gdańskiem. Nie ma tłumów turystów ciągnących za przewodnikiem, nie trzeba walczyć o miejsce przed każdym zabytkiem, a selfie z przypadkowym obcokrajowcem raczej nie jest tutaj obowiązkowym punktem programu. Można je oglądać spokojniej, a spokojne oglądanie bardzo starych miast ma swoje zalety.

Chojnów jest bowiem znacznie starszy, niż sugerowałaby jego dzisiejsza, niewielka skala. Pierwsza wzmianka o osadzie pochodzi z 1272 roku, a już w 1288 roku pojawia się określenie civitas. W 1333 roku miasto otrzymało prawa miejskie i przez wieki rozwijało się dzięki handlowi i rzemiosłu, a szczególne znaczenie zdobyło tutaj tkactwo i sukiennictwo. Dzisiejszy Chojnów jest więc w pewnym sensie spadkobiercą miasta kupców, rzemieślników i tkaczy, choć współczesny mieszkaniec, wychodząc rano do pracy, raczej nie zarzuca sobie na plecy krosna i nie zastanawia się, czy dobrze dobrał osnowę.

Do historycznego centrum najlepiej wejść przez Plac Dworcowy. Dworzec kolejowy pochodzi z roku 1909 i jest częścią większego, zabytkowego zespołu. Są tutaj również dawna budka zawiadowcy, nastawnie i charakterystyczne drewniane wiaty peronowe. To bardzo dobry początek spaceru, bo dworzec od razu przypomina, że historia Chojnowa nie zatrzymała się w średniowieczu. Miasto żyło, rozwijało się i zmieniało razem z kolejnymi epokami.

Nie zatrzymuję się jednak przy dworcu na długo. Chcę zobaczyć serce miasta, które ma dość nietypowy kształt. Rynek nie jest bowiem klasycznym kwadratem czy prostokątem. Powstał z rozszerzenia głównej drogi handlowej i przypomina wydłużony trójkąt. Ma około trzystu metrów długości i należy do najdłuższych rynków na Śląsku. To jeden z tych szczegółów, które sprawiają, że miasto od razu zaczyna mieć własny charakter. Spaceruję więc przez tę nietypową przestrzeń i mam wrażenie, że zamiast wejść na rynek, wszedłem właściwie na dawną drogę handlową, która po prostu zrobiła się nagle szersza. Kiedyś musiało tutaj być znacznie głośniej. Kupcy, rzemieślnicy, wozy, konie, towary, przekupnie, mieszkańcy, podróżni. Dzisiaj są samochody, sklepy, ławki i niewielu przechodniów. Zmieniły się środki transportu, ubrania i języki, ale funkcja centrum pozostała. Człowiek nadal przychodzi tutaj po coś, tylko zamiast worka zboża czy kawałka sukna może nieść reklamówkę z zakupami.

W centrum rynku stoi pomnik Tkacza. To bardzo trafny akcent, bo przypomina o jednym z najważniejszych zajęć dawnych mieszkańców. Rzeźba przedstawia tkacza trzymającego tkaninę z herbem miasta, a woda spływająca z materiału ma symbolizować życie. Podoba mi się ten pomysł. Historia miasta nie została sprowadzona wyłącznie do książąt, wojen i wielkich wydarzeń. Ktoś przecież musiał produkować tkaniny, prowadzić warsztaty, handlować, naprawiać buty, piec chleb i wykonywać setki zwyczajnych czynności, bez których żadna wielka historia nie miałaby prawa się wydarzyć.

Idę dalej i wtedy pojawia się przede mną najpotężniejszy akcent całego rynku — kościół św. Piotra i Pawła. Gotycka bryła zdecydowanie dominuje nad przestrzenią. Świątynia należy do najważniejszych zabytków Chojnowa, a jej początki sięgają XIV wieku. Później była wielokrotnie przebudowywana i odbudowywana. Patrząc na nią, trudno nie pomyśleć, jak wiele rzeczy wydarzyło się w tym miejscu, zanim powstał współczesny Chojnów. W 1428 roku miasto zostało zdobyte i spalone przez husytów. Zniszczeniu uległ również zamek. Według przekazów mieszkańcy szukali schronienia w wieży kościoła. Kiedy dzisiaj patrzę na tę wieżę, trudno nie wyobrazić sobie tamtej sytuacji. Dzisiaj wokół jest spokojnie. Największym zagrożeniem dla człowieka może być co najwyżej kierowca, który postanowił zaparkować dokładnie tam, gdzie człowiek akurat chciał zrobić zdjęcie. Historia ma czasami dość dziwne poczucie humoru.

Wchodzę do kościoła i tutaj Chojnów pokazuje kolejną warstwę swojej przeszłości. Wnętrze kryje między innymi gotycki tryptyk z około 1500 roku, renesansowe epitafium z 1543 roku, barokową chrzcielnicę z 1660 roku i obraz Georga Ostermeyera z 1670 roku. W takich miejscach zawsze mam podobne wrażenie. Człowiek patrzy na przedmiot, który ma pięćset lat, i próbuje sobie uświadomić, czym właściwie jest 500 lat. To nie jest przecież po prostu „bardzo dawno”. To pięćset roczników ludzi, pięćset zim, pięćset wiosen, tysiące urodzeń i śmierci, niezliczone historie, o których nigdy się nie dowiemy. Ale oto pięćset lat później przychodzi facet, który rano miał mieć załadunek, a zamiast tegoż ogląda sobie w środku tygodnia różne stare przedmioty.

Po wyjściu z kościoła kieruję się w stronę Placu Zamkowego. Tutaj czeka na mnie drugi wielki bohater Chojnowa — Zamek Piastowski. Jeśli miałbym wskazać jedno miejsce, które podczas tej wizyty warto zwiedzić naprawdę dokładnie, byłby to właśnie zamek wraz z Muzeum Regionalnym.
Początki zamku sięgają drugiej połowy XIII wieku. Był związany z Piastami i pełnił funkcje zarówno rezydencjonalne, jak i obronne. Jego położenie nie było przypadkowe — znajdował się przy ważnym szlaku handlowym i miał znaczenie strategiczne. W 1428 roku podzielił los miasta, kiedy został zniszczony przez husytów.
Chojnów jednak po raz kolejny się podniósł wraz z zamkiem. W XVI wieku otrzymał renesansową formę. Szczególnie cenny jest portal z popiersiami księcia Fryderyka III i jego żony Katarzyny Meklemburskiej. Stojąc przed takim detalem, można niemal zobaczyć, jak zmieniała się epoka. Średniowieczna warownia ustępuje renesansowej rezydencji. Zmienia się sposób myślenia o architekturze, reprezentacji i władzy. Później jednak zamek znowu zmieniał swoje funkcje. Był między innymi szpitalem polowym, szkołą i sądem. Dzisiaj mieści się tutaj Muzeum Regionalne i trudno o lepsze zakończenie dla budynku, który przez stulecia był świadkiem tylu zmian.

Można tutaj zobaczyć przedmioty, dokumenty, fotografie i pamiątki związane z miastem. Muzeum ma zresztą własną niezwykłą historię. Pierwsze chojnowskie muzeum otwarto w 1908 roku w Baszcie Tkaczy, a w 1933 roku zbiory przeniesiono do zamku. Przed II wojną światową kolekcja liczyła około pięciu tysięcy eksponatów, jednak po wojnie została niemal całkowicie rozproszona. Muzeum odrodziło się w Polsce Ludowej i ponownie otwarto je w 1959 roku. To pokazuje, że często różne przedmioty także podróżują.

Następny etap spaceru to mury miejskie i Baszta Tkaczy. Dzisiaj zostały z nich tylko fragmenty, ale właśnie te fragmenty są niezwykle wymowne. Dawny pierścień obwarowań wznoszono od XIV wieku. Później część murów rozebrano. To fascynujące, bo patrząc na kawałek muru, trzeba resztę sobie wyobrazić. Całe miasto było kiedyś zamknięte w tej obręczy. Dzisiaj można przejść obok kawałka muru z kubkiem kawy w ręku i nawet nie pomyśleć, że kiedyś ten sam mur oznaczał granicę między względnym bezpieczeństwem a światem zewnętrznym.

Szczególnie interesująca jest Baszta Tkaczy, której początki sięgają około 1400 roku. W 1572 roku została rozbudowana, a w XVIII wieku gruntownie odrestaurowana. Sama nazwa po raz kolejny przypomina o rzemieślniczej przeszłości miasta. Jeżeli można wejść do środka, zdecydowanie warto. Jeżeli dostępny jest punkt widokowy, tym bardziej. Bo widok miasta z góry jest zawsze trochę innym doświadczeniem. Z góry widzimy cały układ architektoniczny i wtedy lepiej rozumiemy, jak średniowieczne miasto zostało wpisane w późniejszą zabudowę. Jak dawne drogi stały się współczesnymi ulicami i jak przeszłość nie została całkowicie usunięta, lecz po prostu obudowana nowym życiem.

Po spacerze wśród murów idę w stronę miejskich plant. Dziewiętnastowieczny park daje zupełnie inną atmosferę. Po kilku godzinach oglądania gotyku, renesansu, murów i muzealnych eksponatów dobrze jest po prostu przejść się wśród zieleni. I właśnie tutaj Chojnów staje się zwyczajny. Ktoś idzie z psem, ktoś siedzi na ławce, ktoś gdzieś się spieszy albo wraca z zakupami ze sklepu. Widać, że oprócz mnie nikt nie przejmuje się tym, że pod ziemią może znajdować się kilkaset lat historii. Zdaję sobie sprawę, że dla mieszkańców to ich dom, a nie muzeum.

Później ruszam jeszcze w stronę kościoła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, nazywanego „małym kościołem”. Powstał w latach 1909–1911, a więc jest od średniowiecznej świątyni św. Piotra i Pawła znacznie młodszy. Warto go zobaczyć, ale potraktowałbym go raczej jako kolejny przystanek niż główny cel wyprawy. W tym momencie zaczynam dostrzegać kolejną rzecz. Chojnów jest miastem, w którym można spacerować przez wiele różnych epok. Średniowieczny kościół, piastowski zamek, renesansowy portal, mury miejskie, dziewiętnastowieczne planty, dworzec z początku XX wieku i kościół z tego samego okresu. Dawna cukrownia i osiedle związane z koncepcją Ernsta Maya.

Dawna cukrownia przypomina o jeszcze innej historii — historii przemysłowej. Zespół cukrowni powstał w 1882 roku, a później był rozbudowywany. Zachowały się między innymi budynki produkcyjne, wieża wodna, turbinownia, magazyn cukru i willa dyrektora. Nie poświęcam temu miejscu tyle czasu co zamkowi. Oglądam je z zewnątrz, przyglądam się przemysłowej architekturze i próbuję wyobrazić sobie Chojnów z czasów, kiedy fabryczne kominy były jednym z symboli rozwoju, a nie czymś, co architekci i urbaniści próbowali schować przed wzrokiem.

Jeszcze inny rozdział historii reprezentuje osiedle mieszkaniowe z lat 1920–1924 związane z Ernstem Mayem. To już nie jest średniowieczna warownia ani dziewiętnastowieczny przemysł. To XX wiek i zupełnie inne myślenie o mieście, przestrzeni oraz mieszkaniu. Wszystkiego oczywiście nie da się zobaczyć dokładnie w jeden dzień. Nie próbowałem oczywiście, choć istnieje taki rodzaj zwiedzania, który przypomina zawody sportowe. Człowiek biegnie od zabytku do zabytku, robi zdjęcie, czyta tablicę, odhacza punkt i pędzi dalej. Po kilku godzinach ma na telefonie dwieście fotografii i coraz mniejsze pojęcie, co właściwie zobaczył.

Wolę zobaczyć mniej, ale zobaczyć i czegoś się dowiedzieć. Dlatego w Chojnowie najwięcej czasu poświęciłbym rynkowi, kościołowi św. Piotra i Pawła, zamkowi z Muzeum Regionalnym oraz murom i Baszcie Tkaczy. Pozostałe miejsca potraktowałbym jako element spaceru — przystanki, które pozwalają zrozumieć, jak miasto rozwijało się i zmieniało przez kolejne stulecia. Pojawia się po drodze jeszcze jeden niezwykle ważny temat — niemiecka przeszłość miasta. Przez wieki Chojnów należał do różnych organizmów politycznych, a przed 1945 rokiem funkcjonował jako niemieckie Haynau. Dzisiejszy spacer siłą rzeczy odbywa się więc po mieście, które przez stulecia miało niemieckojęzycznych mieszkańców, niemieckie napisy, inne instytucje i inną codzienność. To jest charakterystyczne dla Dolnego Śląska.
Człowiek patrzy na kamienicę i wie, że mieszkali w niej ludzie, którzy nie byli ani Polakami, ani mieszkańcami współczesnego Chojnowa. Potem przyszła wojna, zmieniły się granice, nastąpiła wielka wymiana ludności i w mieście pojawili się nowi mieszkańcy.

Właśnie dlatego spacer po Dolnym Śląsku bywa tak niezwykły. Można iść współczesną ulicą i jednocześnie poruszać się po przestrzeni, która należała wcześniej do ludzi żyjących w zupełnie innym świecie i w innej kulturze. Chojnów jest właśnie takim miejscem. Jego historia nie jest wyłącznie spokojną opowieścią o rozwoju. To również historia zniszczeń, odbudowy i ciągłego zaczynania od nowa. Miasto, jak wiele innych oczywiście, było niszczone przez pożary, wojny i konflikty, a jednak zawsze odbudowywano domy, świątynie i ulice.

Po kilku godzinach spaceru zaczynam rozumieć, że przypadkowy dzień wolny podarowany mi przez firmę okazał się całkiem dobrym prezentem. Chojnów okazał się miejscem, którego prawdopodobnie nie wybrałbym jako pierwszego celu turystycznego, gdybym planował podróż z domu. A właśnie takie miejsca często potrafią najbardziej zaskoczyć.
Wracając w stronę ciężarówki, myślałem sobie, że czasami najlepsze podróże zaczynają się zupełnie niepozornie. Nie trzeba kupować biletu lotniczego, rezerwować hotelu ani planować trasy przez pół roku. Czasami wystarczy rano usłyszeć:
„Dzisiaj jednak nie załadujemy.”
I nagle zwykły dzień pracy zamienia się w piękną podróż.
@ak

Pozdrawiam Zaletami Bardzo Starych Miast

Rock'n'RollinJourney Lives

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.