Gdzie kończy się nauka, a zaczyna tajemnica - Dan Brown i „Tajemnica tajemnic”

Opublikowano w 20 września 2026 09:30

Praga jest dla mnie miastem, które sprawia, że człowiek zaczyna patrzeć na rzeczywistość z pewną nieufnością. Wystarczy przejść o świcie przez Most Karola, zatrzymać się przy starych kamienicach Josefova albo spojrzeć na wieże katedry św. Wita, by odnieść wrażenie, że pod powierzchnią miasta istnieje jeszcze inna warstwa – starsza, pełna opowieści, których nikt do końca nie zdołał wyjaśnić. Stolica Czech nie potrzebuje wielu literackich zabiegów, by stać się areną niesamowitej historii. Sama nią jest i Dan Brown doskonale o tym wiedział.

W jego najnowszej powieści „Tajemnica tajemnic” Praga staje się miejscem, w którym historia, legenda, nauka i metafizyka splatają się ze sobą tak ściśle, że po pewnym czasie trudno już rozstrzygnąć, gdzie kończą się fakty, a gdzie zaczyna działać wyobraźnia. Robert Langdon po raz kolejny trafia do świata szyfrów, symboli i ukrytych znaczeń, ale tym razem stawka wydaje się większa niż w poprzednich powieściach. Nie chodzi już o tajemnice Kościoła, pochodzenie człowieka czy przyszłość ludzkości. Brown schodzi jeszcze głębiej, bowiem pyta o to, czym właściwie jesteśmy. A właściwie – czym jest owo nieuchwytne „Ja”, które od pierwszego przebudzenia rano, aż po ostatnią myśl wieczorem towarzyszy każdemu z nas.

Na powierzchni „Tajemnica tajemnic” pozostaje książką, jakiej można było oczekiwać po autorze „Kodu Leonarda da Vinci”. Jest więc zagadka, tajemniczy rękopis, morderstwo, sekretny program, pościgi, symbole, ukryte przejścia i kolejne miejsca, które trzeba odnaleźć, zanim zrobi to ktoś inny. Langdon nadal jest profesorem, który potrafi dostrzec znaczenie tam, gdzie inni widzą jedynie ornament, a Brown nadal buduje napięcie poprzez nieustanne przesuwanie granicy pomiędzy tym, co znane, a tym, co ukryte.
Ale im dalej wchodzimy w tę historię, tym wyraźniej widać, że klasyczny thriller jest jedynie konstrukcją nośną. Pod nią znajduje się znacznie bardziej ambitne pytanie.
Czy Świadomość jest wyłącznie produktem mózgu?

To właśnie Katherine Solomon, znana czytelnikom wcześniejszych powieści Browna, staje się tutaj najważniejszą postacią. Langdon prowadzi nas przez fabułę, lecz to Katherine wnosi do niej ideę, wokół której obraca się wszystko inne. Jej badania dotyczą natury świadomości i prowadzą do tezy niezwykle kuszącej, a zarazem kontrowersyjnej: być może mózg nie tworzy świadomości, lecz jedynie ją odbiera, filtruje i organizuje. To różnica fundamentalna.

Jeżeli mózg produkuje świadomość, śmierć organizmu oznacza jej koniec. Jeżeli jednak jest jedynie odbiornikiem – niczym radio, które nie tworzy muzyki, lecz pozwala ją usłyszeć – wtedy pytanie o śmierć nabiera zupełnie innego znaczenia. Tutaj właśnie Brown dotyka jednego z największych nierozwiązanych problemów współczesnej nauki.

Wbrew temu, co często sądzimy, naukowcy nie mają dziś jednej, powszechnie zaakceptowanej teorii świadomości. Wiemy bardzo dużo o mózgu. Potrafimy obserwować aktywność neuronów, śledzić procesy zachodzące podczas snu, znieczulenia czy medytacji. Wiemy, że uszkodzenia określonych obszarów mózgu mogą zmienić pamięć, charakter, emocje, a nawet poczucie własnej tożsamości. Potrafimy coraz dokładniej wskazywać neuronalne korelaty świadomego doświadczenia. A mimo to pozostaje pytanie, które wymyka się laboratoryjnym pomiarom.
Dlaczego w ogóle coś czujemy?
Dlaczego światło o określonej długości fali staje się dla nas czerwienią, a nie jedynie impulsem elektrycznym? Dlaczego ból nie jest wyłącznie informacją o uszkodzeniu tkanek? Skąd bierze się owo ciche, nieustanne poczucie, że wszystko, czego doświadczamy, przydarza się akurat nam? To właśnie w tej szczelinie pomiędzy wiedzą a niewiedzą Brown umieszcza swoją opowieść i trzeba mu przyznać, że robi to zręcznie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy zadając pytania, zaczyna jednocześnie sugerować odpowiedzi.

Katherine Solomon reprezentuje w powieści nurt myślenia określany jako noetyczny. To obszar badań, który interesuje się świadomością, doświadczeniami anomalnymi, intuicją, doświadczeniami bliskimi śmierci czy zjawiskami określanymi jako pozazmysłowe. Sam fakt, że takie badania istnieją, jest prawdziwy. Równie prawdziwe jest to, że część badaczy uważa je za warte dalszej analizy. Ale... między prowadzeniem badań a uznaniem ich wyników za naukowo potwierdzone istnieje ogromna różnica. I tę granicę Brown świadomie zaciera.

To zresztą jego ulubiony literacki zabieg. Bierze autentyczny eksperyment, prawdziwy program rządowy albo rzeczywistą teorię naukową, a następnie wykonuje kilka kroków dalej. Czytelnik, który rozpoznaje pierwsze elementy, łatwiej akceptuje następne. Tak dzieje się choćby z fizyką kwantową.

Mechanika kwantowa jest fascynująca właśnie dlatego, że nie przypomina świata, do którego przyzwyczaiły nas codzienne doświadczenia. Splątanie, superpozycja czy eksperymenty z opóźnionym wyborem należą do najlepiej potwierdzonych zjawisk współczesnej fizyki. Brown wykorzystuje ich niezwykłość, by zasugerować, że skoro natura okazuje się tak nieintuicyjna, być może również świadomość nie podlega ograniczeniom, które wydają nam się oczywiste. Jest to znakomity materiał dla pisarza, ale nie jest jednak żadnym dowodem.

Z faktu, że mechanika kwantowa pozostaje dziwna, nie wynika, że ludzka świadomość może istnieć poza mózgiem czy wpływać na przeszłość. Między jednym a drugim znajduje się przepaść, której nauka dotąd nie zasypała. Brown przechodzi nad nią jednym krokiem, bowiem przecież Literatura może sobie na to pozwolić. Nauka – nie.

Znacznie ciekawiej wypada wątek Golema. Praska legenda o stworzeniu "ulepionym" z gliny, które miało chronić żydowską społeczność, należy do najbardziej sugestywnych mitów tego miasta. Brown nie traktuje jej jednak wyłącznie jako dekoracji i przenosi Golema do wnętrza człowieka. Przyznam szczerze, że jest to jeden z najlepszych pomysłów tej powieści.

Golem przestaje być istotą ulepioną z gliny. Staje się metaforą psychologicznego obrońcy, który rodzi się wtedy, gdy człowiek doświadcza traumy. Historia Sashy Vesny, jej rozszczepionej tożsamości i wewnętrznej postaci, która ma ją chronić, sprawia, że średniowieczna legenda zaczyna nagle przypominać współczesną opowieść o ludzkiej psychice.

Pytanie: „czy Golem istnieje?” ustępuje miejsca innemu. Ile osób mieści się w jednym człowieku? Czy nasze „Ja” rzeczywiście jest jednolitą całością, czy raczej zbiorem procesów, wspomnień, emocji i mechanizmów obronnych, które dopiero razem tworzą poczucie tożsamości?
Brown jest znacznie bliżej prawdziwej tajemnicy człowieka niż wtedy, gdy odwołuje się do kwantowej metafizyki. Psychologia od dawna pokazuje, że osobowość nie jest prostym monolitem. Pamięć, emocje, narracja o własnym życiu, świadomość ciała i zdolność podejmowania decyzji są wynikiem współpracy wielu systemów. To, co nazywamy „sobą”, może być bardziej złożone, niż podpowiada nam codzienne doświadczenie. Golem staje się więc nie potworem, lecz metaforą i jako metafora działa najlepiej.

Podobnie jest z programem Threshold i historią badań nad tzw. "remote viewing". Brown ponownie korzysta z rzeczywistego faktu: amerykańskie instytucje rządowe rzeczywiście prowadziły przez lata programy poświęcone możliwości pozyskiwania informacji bez użycia tradycyjnych zmysłów. Sam program istniał. Eksperymenty były prowadzone, ale z faktu, że coś badano, nie wynika, że zostało to udowodnione. To jedna z najważniejszych zasad, o których trzeba pamiętać podczas lektury Browna.

Historia nauki pełna jest hipotez, które wydawały się obiecujące, a później nie przetrwały kolejnych prób. Rząd może badać telepatię, wojsko finansować eksperymenty, agencja wywiadowcza może interesować się zjawiskiem – nadal jednak nie oznacza to, że zjawisko jest prawdziwe.
Brown wie jednak, że tajne służby mają niezwykłą siłę oddziaływania na wyobraźnię. Skoro interesowała się tym CIA, czytelnik odruchowo myśli: może jednak coś w tym było. Pisarz po raz kolejny okazuje się mistrzem sugestii.
Najbardziej delikatnym fragmentem całej książki pozostają doświadczenia bliskie śmierci. Wielu ludzi opisuje niezwykle podobne przeżycia: światło, poczucie oddzielenia od ciała, spotkania ze zmarłymi, utratę poczucia czasu, niezwykły spokój. Te relacje istnieją i od lat są przedmiotem badań. Fakt istnienia doświadczenia jednak nie przesądza jeszcze o jego przyczynie.

Współczesna neuronauka proponuje modele, które próbują wyjaśniać takie przeżycia poprzez zmiany aktywności mózgu, neurochemię i sposób, w jaki układ nerwowy reaguje w sytuacjach granicznych. Nie oznacza to, że wszystkie zagadnienia zostały rozwiązane. Oznacza jedynie, że istnieją naturalistyczne wyjaśnienia, których nie można ignorować.
Brown wybrał inną drogę. Pyta: a jeśli to nie mózg tworzy te doświadczenia? Jeśli właśnie wtedy, gdy ciało przestaje funkcjonować, świadomość uwalnia się od jego ograniczeń?Te pytania nie są nowe. Nowy jest jedynie język, którym zostały zadane. Dawniej mówiono o duszy, o świadomości, o życiu po śmierci. Dzisiaj mówimy o nielokalnej informacji. Dawniej mówiliśmy o transcendencji, dziś o fizyce kwantowej. Zmieniają się słowa, wyrażenia, ale pytanie pozostają te same.

Jak dla mnie to właśnie tutaj znajduje się największa siła „Tajemnicy tajemnic” - w tych pytaniach, dlatego świetnie się ją czyta. Brown zaczyna od zdań, z którymi współczesna nauka nie ma problemu. Świadomość nie została jeszcze w pełni wyjaśniona. Istnieje kilka konkurencyjnych teorii. Naukowcy nadal spierają się o to, jak najlepiej rozumieć relację między aktywnością mózgu a świadomym doświadczeniem. A później autor robi krok dalej. Z „jeszcze nie wiemy” przechodzi do „a może jest tak”, a chwilami nawet do „właśnie tak jest”. To największa słabość książki, ale paradoksalnie również źródło jej atrakcyjności. Gdyby Katherine Solomon mówiła wyłącznie to, co można znaleźć w podręcznikach neuronauki, nie mielibyśmy do czynienia z literaturą sensacyjną, ale... z wykładem naukowym.

Brown jest przecież pisarzem, a nie naukowcem. Jego zadaniem nie jest publikowanie artykułów w recenzowanych czasopismach, lecz budowanie opowieści, która sprawi, że czytelnik przez siedemset stron będzie zastanawiał się, czy świat rzeczywiście jest taki, jak sądził. Pod tym względem „Tajemnica tajemnic” spełnia swoje zadanie.

Po zamknięciu książki w głowie zostaje coś niepokojącego. Przez całe życie poznajemy świat wyłącznie poprzez własny mózg. Światło staje się obrazem, fale powietrza - dźwiękiem, cząsteczki - zapachem, a np. dotyk to wrażenie. Jednak gdzieś pośród miliardów impulsów elektrycznych rodzi się poczucie, że istnieje ktoś, kto tego wszystkiego doświadcza.
„Ja”.
To właśnie owo „Ja” jest największą tajemnicą. Nie żadne laboratoria, Golem, sekretny rękopis, ani nawet pytanie, co dzieje się po śmierci.

Największym sekretem pozostaje to, jak materia stała się zdolna doświadczania własnego istnienia.
Tytuł powieści jest znacznie trafniejszy, niż mogłoby się wydawać. Brown nie odkrywa „tajemnicy tajemnic”, ale jedynie ją przenosi m.in. z religii do nauki, z duszy do świadomości. Można także powiedzieć, że z praskich legend do laboratoriów i z Golema ulepionego z gliny do Golema ukrytego w ludzkiej psychice. A na końcu? Na końcu pozostawia czytelnika dokładnie w tym samym miejscu, w którym znajduje się współczesna nauka.
Czy świadomość jest wyłącznie produktem mózgu?
Czy może mózg jest jedynie jednym ze sposobów, w jaki coś znacznie bardziej fundamentalnego przejawia się w świecie?
Na pierwsze pytanie nauka próbuje odpowiedzieć coraz dokładniej. Na drugie nie potrafi dziś udzielić rozstrzygającej odpowiedzi.

Muszę tutaj wyrazić się jasno: „Tajemnica tajemnic” nie dostarcza naukowego dowodu na istnienie świadomości poza mózgiem. Nie udowadnia telepatii, prekognicji ani życia po śmierci. W wielu miejscach Brown miesza solidną wiedzę, kontrowersyjne hipotezy i czystą fikcję w sposób, który wymaga od czytelnika sporej ostrożności. Byłoby niesprawiedliwe odrzucić tę książkę wyłącznie dlatego, bowiem jej najciekawsza część nie polega na tym, że autor rzekomo rozwiązał zagadkę świadomości. Dan Brown przypomniał, jak wielką zagadką ona nadal pozostaje.

W czasach, gdy coraz częściej wydaje nam się, że nauka wyjaśniła już niemal wszystko, pisarz wskazuje obszar, w którym odpowiedzi wciąż nie są ostateczne. I choć czasem prowadzi czytelnika zbyt daleko, robi to z taką narracyjną pewnością siebie, że trudno nie poddać się tej opowieści.
Po przeczytaniu książki zacząłem przez chwilę patrzeć na własną świadomość jak na coś obcego i niezwykłego. Na to, co zwykle uznaję za najbardziej oczywiste, nagle spoglądam z dystansu. Budząc się rano, wiem, że jestem. Nie zastanawiam się nad tym. Oddycham, pamiętam, kocham, boję się, słucham muzyki, oglądam obrazy, spaceruję ulicami miast i snuję plany na przyszłość. Wszystko to wydaje się naturalne.

A przecież wciąż nie potrafię do końca wyjaśnić, dlaczego w ogóle istnieje ten "Ktoś", kto tego doświadcza.
Nauka mówi uczciwie: jeszcze nie wiemy.
Dan Brown odpowiada: a co, jeśli...?
Pomiędzy tymi dwoma zdaniami rozciąga się przestrzeń, którą od tysięcy lat próbujemy wypełnić filozofią, religią, Sztuką i nauką.
Przestrzeń, którą – być może słusznie – nadal nazywamy Tajemnicą.
To najlepsza książka Dana Browna.
@ak

Pozdrawiam Złożonym Doświadczeniem Parapsychologicznym

Rock'n'RollinLiterature Lives

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.